 |
Skokinarciarskie.pl Skokinarciarskie.pl
|
| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Vena Roztańczony ogórek


Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 171 Skąd: 100lica
|
Wysłany: 2.9.2002, 20:02 Temat postu: Finowela |
|
|
Nieodłączna część starego forum, która nigdy nie schodziła na dalszy plan.
Temat - legenda.
Kontynuujmy dzieło wszystkich finomanek!  _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Google
|
Wysłany: Temat postu: Reklama Google |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mattia3 Łoś na forum

Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 1060 Skąd: Gorzów Wlkp.
|
Wysłany: 5.9.2002, 15:37 Temat postu: |
|
|
Hm... no to zacznijmy od początku
Vena i Matti znowu się pokłucili ze sobą.
Matti:Czemu ty nie chcesz mieć tych dzieci? Nie mówię, że dużo.. Bo ja też nie chcę mieć dużo... ale tak z 7 wystarczy. Ja Ciebie zupełnie nie rozumiem...
Vena:Siódemka bachorów?? ooooo nie!!!! Chyba, że ty je urodzisz, a potem wychowasz.
Matti:Z miłą chęcią.. jednak z rodzenia się nie podejmę... wieszk kochanie - brak warunków
Vena:No i widzisz - w takim razie nie będziemy mieć tylu dzieciaków... W ogóle nie wiem czy bedziemy je mieć.
Matti:Jesteś okropna! Czy ty nie wiesz, że moim największym marzeniem jest stworzyć własną reprezentację Finlandii w skokach? Eh.. jak ja bym chciał, żeby moje dzieci były skoczkami...
Vena:Ty chyba na głowę upadłeś!!!
Wychodzi trzaskając drzwiami.
Tymczasem Mattia siedząc w swoim domku, z którego okien widać caluśką piękną Puijo:
"Hm.... a gdyby tak ósemka... hm... eh... no nie... to chyba troszkę za dużo. Siódemka w zupełności wystarczy... Rozłoży się to na parę latek, a potem się zobaczy Heh Teraz pewnie Matti kłuci się z Veną o liczbę dzieci... Czy on jest ślepy, czy tylko niedowidzący??? Przecież ja już teraz mogę mu dać potomka... i to bez żadnych kłutni... Eh... ten chłopak mnie czasem dobija... No, ale nic - mam nadzieję, że niedługo zmądrzeje... A może to latanie mu zaszkodziło? Słyszałam, że u skoczków predyspozycją jest słaby wzrok - przynajmniej nie widzą, jak daleko mają do ziemi i przez to nie mają odruchów obronnych..." |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Doda Roztańczony ogórek

Dołączył: 17 Wrz 2002 Posty: 180
|
Wysłany: 17.9.2002, 09:32 Temat postu: |
|
|
Hej, finowela tak super opowiadanie nawet Risto był zainteresowany i słuchał z uwaga jak mu opowiadałam co o nich wypisuje sie na forum w Polsce Najbardziej spodobał mu sie Junior. Taj jak Vena powiedziała mialam gdzies skopiowana prawie cala wersje soft ale padl mi dysk. I mam nadzieje ze moj brat zachowal mi moje dokumenty bo inaczej ubije go!!!
Junior (J): Ciocia Vena, wafelki i wujek Matti!!! Mamo, zobacz!
Doda (D): Witajcie, kochani! Risto zostaw tę gazetę!
*Mały Risto udaje się do swego pokoju na konsumpcje podarku od cioci i wujka tymczasem jego starzy i wujostwo zasiadają do herbatki . Po paru minutach przychodzi Junior z pustym pudełkiem *
J: Ja sceeeemmm wafelkaaaaaaaaaaaaaaaaa
D: Juniorku, no przecież się skończyły...Wszystkie zjadłeś, no ale z ciebie łakomczuszek. Ciekawe po kim?
J: Waaaafelkaaaaaaaa!!! Mama, ja ściem wafelkaaaaaaaaaaaa!
D: Juniorku, pobaw się może...ja chcę z ciocią porozmawiać...
J: Waaaaaaaaaafeeeeeeelkaaaaaaaaaaa!!! Ole ole ole! Wafelkaaaaaaa
D: Risto, zrób z nim coś...
R * znad gazety* : Mhm
D: Risto!
R: Tak, tak, kochanie...
D: Risto!!!!!
* Risto wstał * R: Tak ,Dodusiu?
D: Zajmij się dzieckiem.
R: Czego żądasz, synu? Czego pragnie twa mała duszyczka? Może skoków?
J: Waaaafelkaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!
R: Ach tak? Hmmm...Jak widzisz, właśnie się skończyły, co jest efektem twego łakomstwa, synu. Powinieneś już dbać o linię, bo nigdy skoczkiem nie zostaniesz...
D *przerywa mu * : Risto, miałeś mu nie sugerować, kim ma zostać!
R: Ach przepraszam. No więc, Juniorku?
J: Waaaafelkaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
R: Żono, czemu to dziecko tak wrzeszczy?
D * zrezygnowana * : Kwestia wychowania....
J: Waaafelka! Waaafelka! *podśpiewując, bezceremonialnie podchodzi do ojca i kopie go w piszczel *
R: Ałaaaaaa!
D: Och , Risto, ależ z ciebie ojciec.......Junior masz się natychmiast uspokoic!! Bo inaczej nici z dobranocki ,a sam wiesz, że dzisiaj Muminki!
J: Oj nieee...mamo..nie.....
D: Taaak, tak....
Matti (M): Juniorku, ale chyba wujek ma tu coś dla ciebie.... * sięga do kieszeni *
J: Kinder niespodzianka!!! * Junior ucieka do swego pokoiku * |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Doda Roztańczony ogórek

Dołączył: 17 Wrz 2002 Posty: 180
|
Wysłany: 17.9.2002, 09:35 Temat postu: |
|
|
Mały Risto Junior przez cały czas chodził za Anią, która miała ze sobą kilka wafelków i jednego z nich mu dała.
- Ciociaaaaaaaaaa... - zagadnął mały
- Tak, Juniorku ?
- Ja kcem wafeeeeelllkaaaaaaaaaaaaa !!!
- Nie krzycz, bo obudzisz tatusia.
- Ale ja kcceeeeeeeeeeeeeeeeeem !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wszyscy wstają, obudzeni wrzaskiem Juniora.
- Co tu się dzieje ? - zawołał Risto - Właśnie mi się śniło, że ja i Doda... - spojrzał na zaciekawione dzieci - nieważne, co mi się śniło, ale Juniorku, dlaczego ty tak wrzeszczysz ?
- Bo ciocia nie kce mi dać wafelkaaaaaaaaaaa !!!!!!!!!!!!!
- Junior, gdyby twoja mamusia nas zobaczyła, to byś do końca życia wafelków nie dostawał !
- Ale ja kceeeeeeeeeeeem !!!
Matti zaczął grzebać w kieszeniach, uśmiechnął się i wyjął kolorową paczkę.
- Masz Junior.
- Hubaaaaaaaa Bubaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa !!!!!!!!!!!!!!!!
Choćcie kuzyny, dam wam jedną !
- Matti, co ty robisz ?
- Zaklei się tą gumą i nie będzie krzyczał - stwierdził, dumny ze swego geniuszu
- m..dg..ryn...asr...ng...
- Co chcesz Juniorku ?
- .rh..hs...eh..yzsg..e
- Ujek, on se całą packę gumy do buzi wsadził !
- 10 gum !!!
- Czy wy myślicie ? - zawołały wszystkie panie i rrzuciły się na pomoc Juniorowi. Po kilkudziesięciu minutach udało się wyciągnąć gumę z jego ust.
- Geniusze, phi.
Nieubłagalnie zbliżała się data powrotu Dody i Risto z Teneryfy. Vena z Martą umówiły się, że wspólnie wyjadą po nich na lotnisko. Nie mogły niestety zabrać ze sobą swoich mężczyzn, bo akurat Matti miał trening, a Jani dostawę towaru w sklepie.
Marta "szczelnie" zapięła Juniora w foteliku, a sama dumnie zasiadła za kierownicą swojego czarnego BMW
M: Junior kochanie, bardzo tęsknisz za rodzicami?
J: Tak ciociu, przecież nie widziałem ich od tygodnia.
M: Oni pewnie też się za Tobą i Jussim stęsknili.
J: Ciociu, ale..... u ciebie i wujka też fajnie było pomieszkać i chciałem się spytać czy, czy, no.....
M: Junior - mów śmiało!
J: Bo ja chciałem się spytać, czy będę mógł czasem przyjechać do was nad jezioro?
M: Ależ oczywiście!!! Na pewno będziecie do nas częso przyjeżdzać, przecież wisz jak twój tatuś przyjaźni sie z wujkiem Janim, a ja i twoja mamusia lubimy ze sobą czasmi poplotkować.
J: Ciociu, a jeszcze chciałem o coś cię spytać.....
Marta skinęła zachęcająco głową.
J: Bo ja to bym chciał, żebyście wy tzn. ty i wujek też mieli synka i wtedy mógłbym się z nim bawić.
M: @#$%@#$%@#$% <- mentlik w głowie
J: Bo ja nawet słyszałem jak tata mówił mamie, że rozmawiał z wujkiem i wujek powiedział, że bardzo by chciał...
M: Hmm..... szkoda tylko, ze mi tego nie powiedział.....
J: No to ciocia - ja będzie?
M: Jesteś już dużym i mądrym chłopcem i musisz wiedzieć, że dzieci nie rodzą się w kapuście, ani nie przynosi ich bocian, one są wynikiem miłości dwojga ludzi....
J: Ciociu, ale ja dokładnie wiem skąd się biorą dzieci, bo tatuś mi pokazywał!
M: @#$%@@#$%@#$% - jak to pokazywał
J: Oglądałem kiedyś z tatusiem film o lewkach i tam pan lew i pani lwica mieli małe lwiątka. Tatuś mi wtedy powiedział, że oni się bardzo kochają, dlatego urodziły im się młode. Powiedział, że on kocha mamusię, a mamusia jego i dlatego urodziłem się ja i Jussi. Ciociu, a ty i wujek to się chyba nie kochacie bo nie macie dzieci.
M: @#$%@#$%@#$%... O patrz jesteśmy już przed domem cioci Veny.
Vena ochoczo wybiegła z domu z Jussim na ręku i już po chwili wszyscy podążali w kierunku lotniska.
Gdy kobiety dojechały na miejsce zdziwił je tłum młodych dziewcząt gromadzący się przed halą przylotów. Jak się później okazało były to rozhisteryzowane fanki Risto Jussilainena, które niewiadomo skąd dowiedziały się o jego powrocie. Jednak dla niego i jego żone nie miało to znaczenia. Gdy tylko spostrzegli swoich synów i uśmiechnięte przyjaciólki od razu cały świat przestał dla nich istnieć.
W domu Jussilainenów spokojny dzień, jak co dzień. I nic by nie było w nim nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że rodzice mieli dziś wieczór wyjście. Jussi jak zwykle spał, a Junior siedział przed telewizorem i ogladał Ulicę Sezamkową. Po południu aż z Polski miała przylecieć babcia żeby się zająć wnukami. Risto zabrał się za ścieranie kurzów, a Doda pakowała prezent dla Veny.
D: Risto, przyłóż się trochę, wiesz, że mama zawsze zwraca uwagę na porządek.
R *pod nosem *: O taaak, wiem to aż za dobrze… *przedrzeźnia * Risto, czemu ty nigdy niczego nie potrafisz porządnie zrobić, co? Tyle kurzu tu u was w zakamarkach, jeszcze mały nabawi się alergii… Ja zawsze powtarzałam Dodzie, że popełniła wielki błąd wychodząc za ciebie, powinna była wyjść za Łukasza, przecież już nawet byli zaręczeni…
D: Co ty tam mruczysz pod nosem?
R: Nic,nic, kochanie. Ale czy naprawde musieliśmy sprowadzać twoją matkę? Nie mogła przyjechać moja mama? Ma i bliżej, i…
D * przerywa mu* : Risto, przeciez twoja matka jest na safari razem z panią Lindstroem!
R: No…tak, ale zawsze może wrócić, bo wiesz, no… twoja matka ma nadciśnienie i podróże samolotem nie robią jej dobrze…
D: Moja matka nie ma nadciśnienia!
R *szepcze *: Nadciśnienie, czy inna cholera… I tak nic jej już nie pomoże…
D: Co ty tam znowu mruczysz, do jasnej perkele!
J: Mamaaa! Ja kcem wafelkaaa! A tata, wyjmij mi z galaziu rowerek, bo chcem pojeździć.
D: Nie, Junior, niedawno chorowałeś, jest za zimno
J: Ale ja kceeeem!
R: Eee.. Doda, lepiej nie psujmy sobie popołudnia, wiesz, jeszcze się wścieknie…
D: Risto, ale jest naprawdę zimno…
R: Oj…
D: No tak dla ciebie to oj, a dla mnie? I tak jak Junior zachoruje, to już dwa tygodnie siedzenia w domu, po tygodniu zaraża się Jussi i znow 2 tygodnie i tak mi miesiąc urlopu schodzi! A klienci czekają i przepadają pieniądze.
R: A co ty taka skąpa jesteś, co? I tak większość naszych dochodów to moje wygrane.
D: Phi! Chyba w totka więcej wygrywasz niż na tych skokach! FIS by się wstydziło, takich niskich stawek już dawno nie było!
R: No bo FIS nie ma pieniędzy, bo coraz mniej ludzi, czytaj fanek, przychodzi na skoki ,bo wszyscy naj… *ugryzł się w jezyk, żeby nie powiedziec „najpiekniejsi” * …lepsi skoczkowie są już pożenieni!
D: A więc sugerujesz, ze to moja wina, tak? Moja,Dory, Marty, Veny czy chocby Kojo, taak?
R: Ja tylko mówię, jak jest z forsą.
D: Risto, ile razy ci mówiłam, że nie wolno nam się kłocic przy dzieciach, a już zwlaszcza o pieniądze!
R:Ale… to nie ja zacząłem…
D: Ty już lepiej Juniorowi ten rowerek wystaw *cmokneła meza w policzek * |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Doda Roztańczony ogórek

Dołączył: 17 Wrz 2002 Posty: 180
|
Wysłany: 17.9.2002, 09:37 Temat postu: |
|
|
Nikodemo-Adam ( dobra, niech będzie w skrócie Nikuś ) z uśmiechem wziął od Veny talerzyk z kawałkiem tortu ( truskawkowego, oczywiście ).
- To mój ulubiony, wies ? - zagadał go Junior, który w tym samym czasie pochłaniał już piąty kawałek ( za każdym razem od innej cioci )
- Mój też. A lubisz czekoladowy ?
- No. I kakaowy. I bananowy. I ananasowy. I ozechowy. JA kazdy lubie.
- No. Ja też. A wiesz, że jak oglądałem gazetę, to tam było zdjęcie takiej pani, która byłą obłożona truskawakmi i po tym się łanie wygląda.
- No i cio ?
Nikuś wysmarował sobie twarz tortem i zaczął się śmiać. Junior popatrzył na niego jak na UFO i zaczął płakać.
- Jak mogłeś !!! Taki pysny tort, a ty go zmarnowałeś na jakieś gupie masecki !!! Ide do taty !!!
Risto, który był akurat w szampańskim nastroju, wziął zapłakanego malca na kolana i zaczął robić "patataj", bo to zawsze Juniora rozśmieszało.
- He, he, he !!! Tato, jus tak nie rób, bo ja mam do ciebie powazną sprawę.
- Tak ? Jaką ?
- Bo tamten, no wies, który, wysmarował sobie pysnym tortem mamusi cała buzię i tort się zmarnował... Taki pysny tort !!!
- Ależ Juniorku !!! Nic nie szkodzi ! Jeden kawałek nic nie znaczy w porównaniu z wielkim tortem, który możesz cały zjeść.
- Mogę ? - zerwał się z ojcowskich kolan i pobiegł do mamy. Risto zdał sobie sprawę z tego, co powedział.
- Mamo, daj ciasto !!!
- Kochanie, zjadłeś pięć kawałków.
- Ale ja kceeeeeeeeeeeeem !!!
- No dobrze, w końcu to twoje urodziny, ale to już ostatni. - Doda ukroiła najcieńszy jak się da kawałek tortu, obawiając się o stan żoładka swojego synka. Odstwiła talerzyk na stół. Junior wziął całą paterę...
- Junior, co ty robisz ? Zostaw ten tort !!!
- Ale tata mi pozwolił !!!
- Co ??? Pozwolił ci zjeść cały tort ??? Nie wierzę.
- Ale on tak powiedział !!! Ja kcem tooooooooooooooooooooooooooooooooorta !!! - zawył
- Risto... - rozpoczęła Doda, ale zobaczyła Nikosia...
- Uwaga, lecę !!! - zawołał, po czym na nartach Juniora wskoczył w sam srodek tortu
Wsiedli do citroena C5 i powoli pojechali w kierunku miejsca imprezki. Jako gospodarze przybyli pierwsi, lecz wkrótce zaczęli przybywać goście. Ciocia Marta z wujkiem Janim, a także ciocia Dora z wujem Martinem ( ciotka złożyła życzenia i szybko zmyła się na imprezę do Henrietty Hoffnerowej), aż w końcu ciocia Vena.
V: Wszystkiego naj,naj, naj, Juniorku!
J: Ciocia Venaaaa! Cio dla mnie masz?
R: Junior! Nie wypada!
V: Risto, daj spokój dzieciakowi w urodziny! Znalazł się ideał *szturchnęła przyjaciela w żebra * Prezent dla ciebie stoi przed domem, bo niestety twoja ciotka jest zbyt słaba by wnieść go tutaj. * Junior czym prędzej wybiegł z sali. W ślad za nim ruszyli rodzice i ciocia *
J: Oooooo! Ciocia!!! Jeep! Plawdziwy mini jeep na akumulatolek!
Ciocia Vena nie mogła jednak przyjmować podziękowań, albowiem stała oko w oko ze swoim niedoszłym mężem…
Junior: Dziękuję kofana ciociu podbiegł ja ucałować, jednak ona byłą myślami gdzie indziej...Obok niej stał Matti - jej niedoszły mąż....
Vena: Juniorku, to nasz wspolny prezent z wujkiem Mattim- wycedziła przez zęby najłagodniej jak tylko umiała
Matti: Juniorku , podoba sie prezent??
Junior: Tak ujku, kiitos
Matti: To zasługa Cioci Veny, spojrzał na Vene
Wszyscy wokół zamilkli, kazdy bał się odezwać aby nie palnąc nic głupiego. Z wyjątkiem Juniora który z wrodzaną sobie inteligencja i wdziękiem rzekł:
- Te ujek, skoro miedzy Toba i cioteczka jest ok, to czemu slubu nie było???????
-Cisza była tak a w okól, że było słychąc jak pasący się 100 metrów dalej renifer oddycha.
- Junior - idz go gości i to szybko poweidziala stanowaczo Doda
- Mama czemu? - zapytał z lekka zakręcony
- Bo temu - odparła - Doda
- OKi doki- odwrócił się na pięcie i pognał do domu wystrelony niczym z procy ( lub z progu - heheheh)
Doda , Risto , Vena i Matti spojrzeli na siebie ale nikt nic nie powiedził.
- Zapraszam Was do środka - powiedział Risto
W tej samej chwili.
Matti , powiedzial do zgromadzonych aby zaczelakli, pognal do samochodu i przytargał ze sobą największy jaki mozna soebie wybrazić bukiet kwiatów dla Veny, ukląkł przed nią i niemal ze łzami w oczach poprosił o wybaczenie...
Vena spojrzała na niego ze wzruszeniem , był to naprawde romantyczny i wzruszajcy widok... W tym czasie wyszli na dwór Marta i Jani. NIkt nic nie mowił - wszyscy czekali na reakcję Veny.
Vena: Kochanie,ja ale nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ja się wtedy czułam...
Matti: Wiem Krolewno Moja , proszę daj mi jeszcze jedną szanse
Vena: podeszła do niego poprosila aby wstał i przytuliła sie do niego , pozniej pocałował mowiąc:
- Kocham Cię naprawdę ale potrzebuję czasu , aby Ci do konca wybacz i zrozum
Matti: Rozumiem, ale nie ignoruj mnie, prosze...
Vena: Dziś niekłocmy sie, zróbmy to dla Juniora
Weszli do domu, a tam maly Risto szalał na całego. Gdyż od rodziców dostał narty - to od Taty a od mamy najnowszy model Jordan`ow - butów do koszykowki i mimi strój reprezentacji Polski- of course I próbował do nart buty przymontować. Ale przyszli nowi goscie a byli to.....
Gnieszka, Arttu zapukali do drzwi.Oczywiście otworzył
Junior:
-Siemanko, ciotka. Witaj uju! Cego tak stercycie?
-Ach,tak... Już wchodzimy...-wpełzła onieśmielona śmiałym
językiem małego Gniecha.
-A co z prezentem,maluszku?
Juniorek zajęty obserwowaniem od stóp do głów ciotki Gniechy
wyseplenił tylko:
-Niecha, Ciotka, przytyłaś troche, chyba Ci tego zestawu do
kosza pozyce!
-Nie trzeba, skarbie!
-Ej, no. A prezencik gdzie???
-Wujcio Arttu się tym zajmie. Tylko jak my go eksportujemy do domu? Chyba przez taras.
-ale bomba klowa! I lowelek...Mamo,mamo! Lowelek, lowelek!
Jednak nie było czasu na dalsze pogaduchy, ponieważ do drzwi zapukali...
jak narazie tyle udalo mi sie znalesc na stronce Veny... nie wiem jak sie Wam podobaja te wycinki |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ania Maskotka forum

Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 5406 Skąd: duszą w Helsinkach
|
Wysłany: 17.9.2002, 18:25 Temat postu: |
|
|
Och, wzruszyłam się (a może te łzy to ze śmiechu?). Jeden kawałek to chyba mój... Ech, ja mam kilka fragmentów Finoweli, ale akurat te tragiczniejsze momenty, jak na przykład Arttu myśli, że Samantha Anastasia to nie jego dziecko, albo jak wspominam tragiczne dzieciństwo z mamuśką... Wklejam dwa fragmenty:
- Juhuuuuuuuuuu ! - zawołał Junior wskakując na odkurzacz. Jak to dziecko, nie pamiętał już o tym, że jego mała siostrzyczka lezy w szpitalu i bawił się w najlepsze razem z Nikosiem. Jeździli po domu odkurzaczem udając, że to odrzutowiec, a oni są pilotami.
- Wyłączcie to ! - zażądała Ania
- Co mówis, ciocia ?
- Wyłączcie to !
- Cooooooooooooo ??????????
- Posiłam, zebyście to wyłączyli - usmiechnęła się Ania, wyłączając odkurzacz. [ Swoją drogą, to trzeba mieć cierpliwość, naprawdę... ] - Posprzątajcie trochę zabawki, bo zaprosiłam ciocię Martę i wujka Janiego na herbatę.
- I ciasto ??????? - zapytali z nadzieją.
- I ciasto. No, lećcie.
Ania wróciłą do kuchni, gdzie właśnie kończyło się piec ciasto. Wyjęła z piekarnika pięknie zarumieniony podkład do tortu... który chwilę później oklapł. Próbowała coś z nim zrobić, ale nie wychodziło.
- Pięknie pachnie - zauważył Hannu, który właśnie wszedł do kuchni.
- Zakalec...
- Eee... Co ?
- Zakalec ! Ciasto się nie upiekło i nadaje się tylko do wyrzucenia... Jedź do cukierni, w końcu muszę coś dać gościom do jedzenia.
Wziął do ręki kluczyki i nucąc coś pod nosem, wyszedł. Po chwili zadzwonił telefon.
- Halo ?
- Cześć, tu Jani.
- Cześć, czy coś się stało ?
- Marta znowu nie czuje się zbyt dobrze... Boję się ją wozić samochodem, szczególnie po tych okolicznych wertepach... Poza tym ona tak się przejmuje Victorią... Mam nadzieję, ze się nie obrazisz, jak nie przyjedziemy ?
- Nie, przecież to, żeby dziecko urodziło się zdrowe jest dużo wazniejsze. Junior się ucieszy, bo będzie więcej ciasta...
- No tak... Pozdrów wszystkich i koniecznie ucałuj Juniora od nas.
- Jasne, cześć !
- Cześć !
Idąc do chłopców, usłyszała, jak zamykają sie drzwi. Hannu już wrócił. Trochę się zmartwił, że nie będzie Janiego, bo miał nadzieję, że sobie razem pogadają o piłce nożnej, ale w końcu zdrowie dziecka jest ważniejsze.
Po chwili znów zadzwonił telefon.
- Halo ?
- Ania ? - usłyszała roztrzęsiony głos
- Gnieszka, co się stało ?
- Ania, chyba się zaczęło...
- Cooooo ??? Już ??? A co z Arttu ?
- Poszedł z chłopcami na plac zabaw... Dzwoniłam do niego, ale jest poza zasięgiem...
- Już do ciebie idę... Jeśli możesz, spakuj najpotrzebniejsze rzeczy, a ja już za chwilę u ciebie będę. Trzymaj się ! - odłozyła słuchawkę.
- Kto dzwonił ? - spytał Hannu siadając w fotelu z gazetką [ takiemu to dobrze... ]
- Gniecha. Chyba zaczyna rodzić, a Arttu nie ma. Zawiozę ją do szpitala. Ty zostań z dziecmi.
- Co ? Ja ? Nie...
Ania szybko wybiegła z domu i podjechała samochodem pod dom Gnieszki. Pakowała własnie piżamę do torby, ale gdy zobaczyła siostrę, szybko wrzuciłą tam też kosmetyczkę i z trudem wyszła z domu. Pędziły jak szalone, a Gniecha na tylnym siedzeniu zwijała się z bólu. Gdy dojechały do szpitala, był tam już Arttu z chłopcami, do którego dodzwonił się Hannu. Wyglądał jeszcze gorzej niż Agnieszka... Gniechę wsadzili na wózek i zawieźli na salę porodową. Pobiegł za nią Arttu, wcześniej zostawiając chłopców pod opieką Ani. Po kilku godzinach drzwi otwrzyły się. Wyszedł Arrtu, ni to biały, ni to zielony...
- Mam córkę... - wykrztusił, po czym zemdlał.
Hannu z trzaskiem zamknął drzwi.
- Cześć !
Cisza.
- Cześć !!!
Cisza.
- Ania, jesteś ?
- Jestem, ale nie krzycz, bo się uczę.
- Ty ? - zapytał ze zdziwieniem.
- Ja.
- Ale obiad jest ?
- Nie.
- Dlaczego ?
- Bo nie miałam czasu zrobić.
- Nie miałaś czasu ? Przecież cały dzień siedzisz w domu !
Ania spojrzała na niego spode łba.
- Ja cały dzień siedzę w domu ? I może jeszcze nic nie robię ?
- A co robisz ?
- Uczę się. Pamiętaj, mój mężu, że ja jestem studentką na dwóch kierunkach, a to wymaga trochę pracy.
- ... Więc obiadu nie będzie ? - zapytał, tracąc resztki nadziei.
- Coś się zrobi - zaśmiała się, widząc jego żałosną minę.
Otworzyła lodówkę. Masło, skrawek sera żółtego i puszka groszku konserwowego. W szafce: resztki makaronu i przeterminowany budyń. No tak, ostatnio trochę zaniedbała dom... Ugotowała makaron i zrobiła z niego zapiekankę, dodając sera i polewając obficie ketchupem, który znalazła w zamrażarce. Hannu spojrzał na to kulinarne dzieło nieco krytycznie, ale zjadł zapiekankę zbytnio przy tym nie marudząc.
- A teraz pojedziesz po zakupy...
- Ja ?
- Nie, Konfucjusz.
- Ale, ale...
- Ale, ale... Już się zbierasz, tu masz listę zakupów.
- Ale...
- W takim razie nie myśl, że w ciągu najblizszych kilku dni dostaniesz coś do jedzenia, bo został nam tylko groszek i przeterminowany budyń.
Hannu westchnął ciężko i z miną skrzywdzonego dziecka wyszedł.
Nie jest to tak cudne jak to, co wkleiła Doda, ale zawsze można powspominać, no nie? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Google
|
Wysłany: Temat postu: Reklama Google |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ania Maskotka forum

Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 5406 Skąd: duszą w Helsinkach
|
Wysłany: 29.9.2002, 13:20 Temat postu: |
|
|
- Cześc, Hannu! - zawołała Ania, przewracając się z zakupami o buty męża postawione, przepraszam, rozwalone, na środku przedpokoju.
- Cześć... - mruknął Hannu znad gazety. - Kupiłaś mi śrubokręt?
- Co??????:ysz:
- Prosiłem cię wczoraj, żebyś kupiła śrubokręt, bo chcę naprawić kosiarkę.
- TY CHCESZ NAPRAWIĆ KOSIARKĘ???
- A co?
- Przecież męczę cię od dwóch miesiecy, żebyś to zrobił, a ty ciągle mówisz, że masz za delikatne palce.
- Bo mam, ale się dla ciebie poświęcę.
- (jak tu takiego nei kochać, pełne poświęcenie)
- No ale nie kupiłaś śrubokretu, to kosiarki nei naprawię - mruknął zadowolony Hannu i powrócił do lektury .
- - Ania już miała zamiar wyrwać mu gazetę i wysłać po srubokręt, ale właśnie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ceść ciocia, jest ujek? - zawołał od progu Junior.
- Jest... - wyjąkała zaskoczona Ania. - A skąd tu się wziąłeś, kochanie?
- Psyjechałem na lowelku - wskazał z dumą rowerek stojący przed furtką.
- A twoja mama wie, że tu jesteś?
- Nie. A ujek jest?
- Jest. - odparła Ania, komletnie zbita z tropu. Junior pobiegł do Hannu (dokładniej rzecz biorąc, zaczął się dobierać do kredensu, w którym stało pudło wafelków), a ona zaczęła wykręcać numer do Dody. Zanim jednak ktokolwiek zdążył odebrać, do drzwi ponownie zadzwonił dzwonek. Tym razem był to Nikoś.
- Ceść Ania, jest Juniol?
- Jest, a skąd wiedziałeś, kiedy przyjść?
- Bo my mamy łoki toki!!!!!!!!!!!!!! - zawołał podtykając jej pod nos słuchawkę w kształcie Wielkiego Ptaka (to ten z Ulicy Sezamkowej), po czym pobiegł do salonu. Zaraz po tym, drzwi otworzyły się znowu i wpadli (tzn. wczołgali się) Oskar, Mikołaj i Kacper, cali w błocie. Zaraz za nimi wbiegła Agnieszka, trzymając na rękach Samanthę Anastasię.
- Czy mogę u ciebie zostawić dzieci na godzinkę? Mam właśnie nagranie, kompletnie zapomniałam... - podała Ani SA i zaraz wyszła.
Z salonu dobiegł dźwięk tłuczonego szkła.
- To ja może pójdę po śrubokręt... - wyszeptał Hannu i wyślizgnął się na zewnątrz. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ania Maskotka forum

Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 5406 Skąd: duszą w Helsinkach
|
Wysłany: 30.9.2002, 19:05 Temat postu: |
|
|
Dobra, a teraz kontynuuję fabułę, tamto to była tylko rozgrzewka...
Dochodziła północ. Ania kończyła właśnie zamiatac resztki szyby z kredensu (chłopcy rzucali kamieniami do celu, tzn. do pudełka od wafelków, tylko nei zauważyli, że kredens jest zamknięty... ). Nagle usłyszała dziwne odgłosy dochodzące z sypialni.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!! - ciszę rozdarł przeraźliwy okrzyk Hannu :boje::boje::boje::boje:
Ania uzbrojona w miotłę i szufelkę popędziła na pomoc mężowi. Jej oczom ukazał sie widok przedziwny: Hannu leżał w łóżku z jakąś pielęgniarką... :wow: Ania podniosła miotłę do góry i już zamierzaął zdzielić nią w łeb niewiernego męża, gdy...
- Vellu?
- Vellu, Vellu... A ty myślałaś, ze kto?
- No wiesz, nigdy bym się nie spodziewała, że ty, w srodku nocy i to jeszcze w tym, hm, dość dziwnym ubraniu...
- A ty myślałaś, że w czym można uciec z więienia?
- Przepraszam bardzo, ale ja tu czegoś nei rozumiem... - wtrącił się Hannu
- Czego? Tego, ze uciekłem z więzienia?
- ???
- Hannu, nie bądź głąbem!!! Myślałem, ze Ania wybierze sobie kogoś inteligentniejszego...
- Tez tak myślałam... - mruknęła dosyć ponuro Ania
- No wiesz...  - Hannu zrobił minę, jakby włąśnie miał się rozryczeć. No, ale w końcu on się nie boi dentysty, więc jest dzielnym chłopcem...
- Dobra, więc ja wam może opowiem wszystko od początku...
- No, ja myślę...
Vellu spojrzał spode łba na Hannu i ten pomyślał sobie, zę lepiej mu może nie dogadywać, bo wygląda na jakiegos mordercę...
- No więc stwierdziłem, że nei ma co dłużej siedzieć w więzieniu, ukradłem strój pielęgniarki i przyszłem tutaj...
- ...
- Chyba nie jesteście jakoś szczególnie szczęśliwi, ze was odwiedziłem?
- Vellu, ja nie wiem, czy to był taki dobry pomysł...
- Dlaczego?
- Bo ty masz jutro rozprawę i ja nie wiem, czy to, że uciekłeś z więzienia potraktują jako okoliczność łagodzącą...
- Tak? A może ty masz rację... Dobra, nie ma co, wracam. I tak zapomniałem moich komiksów z Kaczorem Donaldem. To ja lecę, cześć! - i już zniknął za oknem.
Hannu runął na łóżko i dziko zawył.
- Dom wariatów... Mamo, ja chcę do mamy...  
- Oj, Hannu, Hannu - westchnęła z miłością Ania i położyłą się obok Hannu.       |
|
| Powrót do góry |
|
 |
(A)Gnieszka Kot na forum


Dołączył: 22 Wrz 2002 Posty: 12 Skąd: Waraw
|
Wysłany: 30.9.2002, 20:15 Temat postu: |
|
|
No, dziękuję Aniu! Teraz już wiem co pisać.
:grin:
Agnieszka skończyła zdjęcia do programu "rozmowy w tłoku" o godz.1 w nocy, rzecz jasna. I nie mysląc kompletnie (czy ktoś myśli o tej porze?) nacisnęła dzwonek do domu Ani.
Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr...
Rozległo się na całej ulicy, a zaraz potem płacz dzieci. Pozapalały sięświatła we wszystkich domach i na ulicy zrobiło sie dziwnie jasno. Junior wyjrzał z okna i zaczął na widok Agnieszki wrzeszczeć:
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAa!!! UUUUUFFFFFOOOOO! ciocia, ja sie boje!
Ania zeszła po schodach wlokąc za sobą M,K,O i SA po czym nieprzytomnie otworzyła drzwi i oddoała dzieci, jedno po drugim. I dopiero o 2 w nocy zapanował tu mrok i cisza. :brawo: _________________ Jak zwykle pozdrawiam |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Vena Roztańczony ogórek


Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 171 Skąd: 100lica
|
Wysłany: 30.9.2002, 21:42 Temat postu: |
|
|
Był późny wieczór. Matti siedział właśnie przed telewizorem, popijał "Reniferowe Mocne" i oglądał "Rozmowy w tłoku". Po chwili klucz zaszczękał w drzwiach i do salonu weszła Vena.
- Coś...Przedłużyło ci się wyjście... - mruknął Matti nie spoglądając na małżonkę.
Vena uśmiechnęła się szeroko, wstała, chwiejnym krokiem podeszła do męża i objęła go.
- Dostałam się! A potem poszłam oblać to z kłoleżankami! - uśmiechnęła się niewinnie :aniol:
- To co? Zaczynasz architekturę od kaca giganta? - Matti wciąż nie dawał się przekonać.
- Miisiu, przecież wypiłam tylko jedno malusieńkie piffko.... Poza tym nie architektoorę, tylko w ostatniej chwili zdecydowałam sie na filologię fińską
- :ysz: khem, khem...co???
- Nie gadaj tyle - Vena zamknęła mu usta pocałunkiem. - Wyłącz to ustrojstwo - chwyciła za pilota i wyłączyła telewizor. Gnieszka właśnie zadawała gościom bardzo intymne pytanie.
Matti w myślach: " Do czego ona zmierza? "
- Chodź...Mam ochotę oblać to tylko i wyłącznie z tobą...     _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Vena Roztańczony ogórek


Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 171 Skąd: 100lica
|
Wysłany: 2.10.2002, 15:48 Temat postu: |
|
|
Risto i Doda siedzieli przed telewizorem oglądając to, co każdy szanujący się Fin ogląda wieczorem (nieee....nie to, o czym myślicie zboczylasy jedne ). Chodzi o "Rozmowy w tłoku"
- Co za wstrętny babsztyl - powiedziała Doda, wtulając się w szyję meza - gdyby mnie taka wlazła na wesele i powiedziala, ze jest w ciazy z panem mlodym, to bym za pirza i dowidzenia! A do gości "koniec balu panno lalu" i kurcze koniec...A nie wszyscy się zastanawiają czy to na pewno jego sprawka...Co o tym sądzisz?
- Tak, tak...- wymruczał Risto głaszcząć Dodę po głowce.
- Wiesz, ze Vena przeniosła swe zainteresowania na filologie fińską?
- Doprawdy? Jak ją znam, pewnie do roku akademickiego 10 razy zmieni zdanie... - odpowiedział. (no, no! Risto...zebym ja czegoś o tobie nie powiedziała - przyp. ja )
- Przestań....Jest jeszcze młoda i zmieniają jej się zainteresowania. Poza tym nie mow, ze filologia finska to zły kierunek.
- Może i dobry, ale zupełnie bez przyszłości... - powiedzial Risto. - Nawet jeśli znajdzie zatrudnienie, to bedzie zarabiać marnie.
"Od czego się ma męża.... " - pomyślała Doda i uśmiechnęła pod nosem.
- Przecież Matti sporo zarabia. - powiedziala na głos.
- Pff...On to jest biedny sfrustrowany człowiek, ktorego żona do łóżka nie wpuszcza. Ostatnio mi się żalił przy "Reniferowym". Biedny on jest z tą Veną....
- Wiesz co?! Ja też bym cię nie wpuszczała do sypialni, jakbyś mi w kołko gadał nad uchem o dziecku! - obruszyła się Doda.
- Dlatego nie gadałem, tylko od razu przystąpiłem do roboty... - mruknął Rise.
- Co ty tam gadasz?
- Nic nic...Chyba Viki się obudziła, pójdę sprawdzić. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Google
|
Wysłany: Temat postu: Reklama Google |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ania Maskotka forum

Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 5406 Skąd: duszą w Helsinkach
|
Wysłany: 6.10.2002, 11:47 Temat postu: |
|
|
Hannu nagle się obudził. Było zupełnei ciemno, musiało być około trzeciej. Ani nie było. "Pewnie jest w łazience" pomyślał i odwrócił się na drugi bok. Po pół godziny zwlókł się jednak z łóżka, bo nadal jej nie było. Znalazł ją w salonie, siedziała na fotelu i przegladała zdjęcia.
- Kobieto, czy ty wiesz, która jest godzina?
- Co? A, to ty...
- Pytałem isę, czy wiesz, która godzina.
- Nie wiem.
To go zbiło z tropu. Przyjrzał się dokładniej, co robi. Przegladała zdjęcia Juniora, Jussiego, Nikosia, trojaczków i innych dzieci.
- Po co ty ogladasz te zdjęcia?
- A tak sobie.
Coś było nie tak i nawet on to czuł.
- Coś się stało?
- Nie.
- To chodź, przecież musisz jutro rano wstać.
- Dobrze, za chwilę... - szepnęła i otarła oczy.
- Płakałaś?
- Nie.
- Płakałaś.
- Nie.
- Coś się stało.
- Nie.
- Powiedz mi, w końcu jestem twoim mężem, pomogę ci...
Ania rozpłakała się. Hannu objął ją ramieniem i zaczął pocieszać. W końcu, zmęczona płaczem, zasnęła.
Dlaczego się tak dziwnie zachwuję, jeszcze nie teraz. mam koncepcję. A na razie :papa::papa::papa:. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ania Maskotka forum

Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 5406 Skąd: duszą w Helsinkach
|
Wysłany: 7.10.2002, 19:13 Temat postu: |
|
|
Dobra, kontynuuję, bo pewnie nie możecie się doczekać...
Hannu zajrzał do lodówki. Było już po 20, Ani nie było widać, a jemu zaczynało już burczeć w brzuchu. Po przeglądnieciu zawartości stwierdził, że nei obędzie się bez pizzy. Właśnie podnosił słuchawkę, gdy weszła Ania.
- Co tak późno?
- Późno? A rzeczywiście, trochę późno... - odparła niezbyt przytomnei Ania.
Hannu przypomniał sobie, ze w nocy coś było nie tak i znów zaczął się zastanawiać, co mogło się stać.
- A jak na uczelni?
- Dobrze.
- Na pewno?
- Na pewno.
"Co jeszcze mogło się stać?" zapytał się sam siebie. Nie miał pojęcia, co mogłoby ja tak załamać. Mniejsza o to, w kóncu trzba ją jakoś pocieszyć.
- Właśnie dzwonię po pizzę, na jaką masz ochotę?
- Ni ejestem głodna.
- A może gdzieś wyjdziemy? Dawno nie byliśmy gdzieś razem.
- Nie, dzięki, nie dzisiaj.
- To może zaprosze kogoś do nas? Dodę i Rista, Venę i Mattiego, Gniechę i Arttu, Martę i Janiego i całą resztę. Jak sądzisz?
Ania właśnie pograżona była we własnych myślach i nie słuchała, co mówi Hannu, więc nic nie odpowiedziała, co uznał za znak zgody i zaczął wykręcac numer do Jussilainenów.
- No, idź się szykować kochanie, za godzinkę będa goście - szepnął jej do ucha.
Ania zwlokła się z krzesła i powolokła się do łazienki. Godzinę później, witając gosci, starała się sprawiać wrażenie wyjątkowo zadowolonej z zycia. Hannu zamówił jedzenie z chińskiej restauracji, wszystko przygotował i dbał, by było jej dobrze, jednak ta straszna myśl nie opuszczała jej ani na moment... nie mogła być w pełni szczęśliwa...
- Hannu, co się stało Ani? - spytał się Matti, gdy wszyscy znaleźli się już w środku.
- Nie mam pojęcia.
- Nie wpuszczasz jej do sypialni, braciszku? - zażartował Matti.
- Przestałbyś! Tobie tylko jedno w głowie! Ja się boję, ze to jest coś poważnego...
- Dobra, nei martw się, poproszę Venę, żeby z nią porozmawiała.
Dzieciaki właśnie rozrabiały na dobre. Chłopcy bawili sie w kosmonautów: Junior i Oskar schowali się do kredensu, który był statkiem kosmicznym, Jussi i Nikoś byli ich nawigatowami na ziemi, a reszta tworzyła grupę wrogo nastawionych kosmitów. Po chwili wywiązała sie regularna wojna, a chińskie ciasteczka z wróżbami latały po całym pokoju. Wrzask, jaki zapanował, był wprost nei do opisania, i to nie dzieci krzyczały, a ich rodzice.
- Junior, Jussi, co wyscie zrobili!!!
- Nikoś, Mikołaj, Oskar, Kacper, za karę nei dostaniecie deseru!!!
- Ale ja nie kciałeeeeeeeeeem!!! - zawył Junior. 
- Nic się nei stało, kochanie. Chodź, dam ci wafelka. - Anai zdawała się nei widzieć rozbitej szyby od kredensu i ciasteczek porozrzucanych dosłownie wszedzie. Junior od razu się rozpogodził i razem z gromadką dzieciaków pobiegł za Anią do kuchni, po wafelka.
- Skąd ona bierze tyle cierpliwosci do dzieci? - zdziwiła się Gnieszka. (SA, która siedziała na jej kolanach, własnie zaczęła smarować się lodami, które stały na stoliku)
- Właśnie dlatego nie chcę mieć dzieci - oswiadczyła triumfująco Vena, a Matti popatrzył na nią spode łba. (I kill you znienacka).
Po chwili dzieciaki wróciły (całe umorusane wafelkami w czekoladzie), jednak Ani nie było. Vena, Doda i Gnieszka postanowiły zajrzeć do niej i troszkę poplotkować. Siedziała przy stole i płakała.
- Ania, co się stało? - zawołały jednocześnie.
- Nic, naprawdę nic... - załkała.
- Powiedz, przecież widzimy, ze nie jest OK. Matti mówił, ze Hannu bardzo się o ciebei martwi.
- Och, nie ! On nie może isę dowiedzieć!!!
- O czym?
Anai ponownie załkała i wyjęła z kieszeni pomięty świstek papieru. wszystkie zebrane po kolei obejrzały go wnikliwie.
- Czy to znaczy, ze...
- Tak...
- To niemozliwe, to na pewno jakaś pomyłka, czasem przecież się mylą...
- Badałam się trzy razy!!!
- Ania, nie martw się...
- Nie mogę mieć dzieci i mam się nie martwić? A jak Hannu się dowie... Przeciez on tak chce mieć dziecko... Jak ja mu o tym powiem...
Dobra, na dziś koniec. :papa::papa::papa: Nie martwcie się, ja juz wymysliłam szczęśliwe zakończenie, ale to juz nei teraz. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
(A)Gnieszka Kot na forum


Dołączył: 22 Wrz 2002 Posty: 12 Skąd: Waraw
|
Wysłany: 8.10.2002, 20:35 Temat postu: |
|
|
Gnieszka szczególnie przejęła się stanem Ani i gdy Vena i Doda pocieszały ją to Gniecha obdzwaniała wszystkich najlepszych lekarzy, którzy się znają na takich sprawach.W końcu znalazła jakąś klinikę,która zajmuje się tylko i wyłącznie takimi rzeczami. zapisała dokładny adres, ale (tu pomyślała ) nie zapisała Ani na dokładny termin wizyty, tylko pozostawiła te decyzję swojej siostrze.
-Aniu, nie martw się.-mówiły jedna po drugiej.
Póżniej zmyślały różne historie o niezliczonej ilości koleżanek, które były w takim stanie i albo się okazało, że nic im nie jest, albo poddały sie takim zabiegom, że wszystko było wporzo.
-Ale...Czy wy nie rozumiecie...ja badałam się trzy razy...trzy...każdy w innym miejscu i terminie...I co? ża każdym razem okazywało się to samo...nie moge mieć dzieci...
-Aniu, skarbie nasz , my zrobimy wszystko,żeby było jak najlepiej....
-Zawsze można dziecko zaadoptować-palnęła Gnieszka
- Nie Nie chcę o tym myśleć! Idźmy na ciasto.
Rozmowę tą podsłuchał Nikoś ale zrozumiał Odziwo!!! że to wielka tajemnica i nikomu, narazie nie powiedział!!! _________________ Jak zwykle pozdrawiam |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Vena Roztańczony ogórek


Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 171 Skąd: 100lica
|
Wysłany: 13.10.2002, 15:57 Temat postu: |
|
|
"Średni" państwo Hautamaeki wrócili do domu po imprezie u Hannu i Ani. Vena zdjęła i rzuciła w kąt szpilki, po czym rozsiadła się w fotelu. Matti zaparzył herbaty i przyniósł żonie na tacy. Wziął swoją filiżankę i usiadł naprzeciwko.
- Czym się trapisz? - spytał, widząc smutną minę żony.
- Ania nie może mieć dzieci... - wyjawiła mężowi tajemnicę. - Tylko nic nie mów Hannu, on o niczym nie wie.
- Ojej... - przejął się Matti.
- A najgorsze jest....Jejku, tak mi głupio, że... - nie mogła się wysłowić - No wiesz... Ja mogę mieć dzieci, ale...Nie czuję się w porządku wobec ani, rozumiesz....
- Tak, rozumiem. Możesz mieć dzieci, a nie chcesz, a ona na odwrót.
- Dokładnie. I ja ostatnio wiele myślałam nad tym wszystkim i zamierzałam ci wkrótce powiedzieć, że powinniśmy postarać się o dziecko, ale w obecnej sytuacji nie zajdę w ciążę. - powiedziała. - No jakby się Ania poczuła! - dodała na widok mętnej miny Mattiego. _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ania 2 Kot na forum

Dołączył: 24 Paź 2002 Posty: 1 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: 24.10.2002, 09:05 Temat postu: |
|
|
Dobra, a teraz trochę popiszemy. Jeśli będzie trochę nieczytelnie, to przeopraszam, ale ta szkolna klawiatura jest badziewna. I spacja nie działa.
- Mamo... - zajęczał Junior. - Ale ja nie kcem....
- Idź , kochanie.
- Ale mamo... Ja tak gupio wyglondam...
- Ślicznie wyglądasz, kochanie. No idź. - Doda poprawiła Juniorkowi różowe uszka i puszysty ogonek.
- Ale mamo, wsyscy koledzy sie ze mnie śmiejom... Bo ja jestem kjujikiem...
- Nie martw się kochanie. Patrz, Nikoś bardzo sie cieszy,że gra króliczka. (w tle: Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!! Ja nie kceeeeeeeeeeeeeeem!!!!!!!! Pomocy!!!!!!!!!!!!!! ) - No idź, teraz twoja kolej.
Junior z miną męczennika wszedł na scenę przedszkolnego przedstawienia.
- Jestem wesołym kjujićkiem... Yyyyy... Zapomniałem...
- Jeszcze raz, Junior! - szepnęła Doda.
- Jestem wesołym kjujićkiem i chodzę... Yyyy...   Ja sie tak nie bawię!!! Musę się psebuierać za kjujjika i jesce nie pamiętam tekśtu!!!   Ide do domu!!!!!
- Ja tes!!!!! - poparł go Nikoś i razem zeszli ze sceny
-Od początkumówiłam,że przebieranie Junora w różowe rajstopy to nei jest najlepszy pomysł - powiedziała Vena wszystkowiedzącym tonem.
- Tak, tak... - poparł ją Matti wyciągając z kiesznie dwa wafelki. - Wiesz, ty w ogóle tak dobrze znasz się na dzieciach A może by tak...
- No wiesz? Jak mogłeś?! Przecież tyle razy ci mówiłąm, ze nie! Poza tym Ania... nie, nie mogłabym tego zrobić...
- Proszę...
Vena czuła, że już dłużej nie może.
- No dobrze... Zastanowię się. - dodała szybko _________________ Z drogi dzieci, Simi leci! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ania Maskotka forum

Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 5406 Skąd: duszą w Helsinkach
|
Wysłany: 29.10.2002, 19:48 Temat postu: |
|
|
Coś tak jakoś nam się wątek nie rozwija... Trzeba by coś dopisać... Ale co? Mam!
Minęło kilka dni i wszyscy krewni i znajomi Ani wiedzieli juz o tym, że wszystko wskazuje na to, że nie może mieć dzieci. No, prawie wszyscy... Hannu do tej pory głowił się, czemu jego żona jest trochę markotna. Pewnego dnia poszedł wyrzucić śmieci (moje kochanie jak się poświęca) i rozerwał mu się worek, przez co jego zawartość wypadł na zewnątrz. Zaczął to wszystko zbierać i zauważył mały, pomięty, podejrzanie wygladający papierek. "Klinika leczenia niepłodności" przeczytał i kompletnie zbaraniał. Rozwinął papierek i czytał dalej: "w wyniku badań stwierdzono, ze pacjentka Anna Hautamaeki (ale to fajosko brzmi) niezdolna jest do zajścia w ciążę" Hannu nie mógł uwierzyć w to, co przczytał. Studiował zawartość karteczki kilkadziesiąt razy i ciągle nie mógł pojąć, o co w tym wszystkim chodzi.
- Już jestem! - usłyszał radosny głos Ani. - O rany, worem się rozwalił, daj, ja posprzątam... - Ania zaniemówiła. Hannu wygladał, jakby miał ochotę się rozpłakać.
- Co to jest?
- Nic.
- Przecież widzę, że to wynik badania! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
- Żeby Ci nie było przykro.
- A teraz myslisz, że nie jest? Ty myślałaś, ze to sie nei wyda?
Ania zamyśliła się.
- Masz rację. Zawiodłam cię i w dodatku nie mogę mieć dzieci. Idę się pakować.
- Co?
- dałes mi do zrozumienia, że Cię zawiodłam i że powinnam się wyprowadzic.
- Co? Ja? Nie, źle mnie zrozumiałaś! Po prostu jest mi przykro, że mi o tym nie powiedziałaś. w koncu jestem twoim mężem, no nie?
- Tak... Myslałam, że będziesz chciał się rozwieść, jak się dowiesz, że ja...
- Jak mogłas chociaż tak pomyśleć! Zawsze będę z tobą!
- Kocham cię...
- Ja ciebie też...
Och, jakież to romantyczne... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Ania Maskotka forum

Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 5406 Skąd: duszą w Helsinkach
|
Wysłany: 4.11.2002, 19:53 Temat postu: |
|
|
Hannu nudził się w domu, a własciwie miał za dużo do przemyślenia i wpadł na genialny pomysł, żeby pójś do Rista i napić się razem piwka. ( geniusz ) Tymczasem, u państwa Jussilainenów...
- Mamo, zobacz!
- Juniorku, puść tego biednego pieska, bo go udusisz...
- Slicny, prawda?
- Tak, kochanie, ale proszę, puść go, bo chyba chce wrócić do domu. Właściwie, skąd go masz?
- Znalazłem w smietniku.
- To czuć. - mruknął Risto znad gazety.
- Mozemy go wzionć, mamo, mamo, proooooooooooseeeeeeeeeeeee....
- Ale kochanie... Mieliśmy juz dwa koty...
- I uciekły ze strachu rzed Juniorem, który chciał je wyprać... - dodoał Risto
- Rybki...
- Które Junior wyprowadził na spacer bez wody i zdechły...
- Chomika...
- Który przegryzł kable od lodówki i prąd go poraził...
- Królika...
- Którego Junior przez przypadem przejechał rowerkiem...
- I dwie świnki morskie...
- Które Junior wstawił do piwnicy i przypomniał sobie o nich po dwóch miesiącach...
- Ale ja kceeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeem!!!!!!!!!  
- Kochanie, nie możemy mieć zwierzątek...
- Ale...   Mamo...   Ten biedny piesiek...   nie ma domu...  I nikt go nie kocha...   Tylko ja...  
- I ja - dodał Jussi, który własnie domalowywał tacie wąsy w dowodzie osobistym
W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi i wszedł Hannu.
- Cześć, Risto!
- Ujeeeeeeeeeeeeeeeeek!!! - zawył Junior i złapał się nogi Hannu tak gwałtownie, że omal go nei przewrócił - Powiedz im, ze ten piesiek jest slicny i ze on musi tu zostać !!!!  
- Ładny, to fakt, ale Junior, ze tak powiem, nie jesteś zbyt odpowiedzialny...
- Ze co?
- Mam pomysł! Ania zawsze marzyła o psie! Damy jej go, to może będzie miała lepszy humor!
- Jupiiiiiiiiiiiiiii !!!   - Junior był w siódmym niebie
- Tylko najpierw trzeba go wykąpać - zauważył Risto
- Tak, tak, huraaaaaaaaaaa!!! Piesio bendzie miał dom!!! a cy bende go mógł odwiedzać?
- Jasne!
Po czym Hannu, Junior i Jussi wyszli na podwórko, gdzie w ogromnej balii wykapali przestraszonego psiaka (sama nie wiem, kto się najbardziej przy tym umoczył), uczesali, a Junior na koniec zawiązał mu na szyi rózowa kokardę (o mało co, a by go udusił). Potem, w wiklinowym koszyku, który Doda znalazła n astrychu zanieśli go do domu Ani i Hannu. Dopiero co otworzyły się drzwi...
- Niespodzianka !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ciocia, mamy dla ciebie prezenta!
- Ja tes - dorzucił Jussi, ktory malował keczapem po wyjściowych pantoflach Ani
- no psecies mówie, ze my, to jest ja, ty i ujek. No i mama i tata tes.
- A co to jest?
- Piesek!!!!!!
- Naprawdę? A gdzie on jest?
- No tu... - pokazał Hannu i   ... Piesek siedział na środku wielkiej kałuzy... Biedaczek, to z nerwów (zreszta, tez bym się denerwowała, gdybym siedziała wkoszyku, który niesie Junor). Ania zdawała się nie widzieć ogromu zniszczń.
- Śliczny! Kocham Was wszystkich!
- I mnie tes? - zapytał Jussi, który właśnie przesypywał ziemię z doniczki do cukierniczki.
- I ciebie też. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Doda Roztańczony ogórek

Dołączył: 17 Wrz 2002 Posty: 180
|
Wysłany: 4.11.2002, 20:12 Temat postu: |
|
|
Hihi mam bardzo zdolne dzieci, to ze ja jeszcze nie jestes siwa to cud , hihi Kochane urwisy
Goscie poszli . Ania z Hanuu zostali sami ze swoim nowym prezentem. Ania przytulila sie do Hannu i mu podziekowala , gdzyz od zawsze pragnela miec psa...
- Kochanie dzikuje za cudowny przent , zrobiles mi mila niespodzianke... Ach ten Junior jest niesamiowty,,, kupie mu w nagrode wafelki kotre tak lubi no i na weekend wezmiemy chlopcow . Niech Doda z Risto sobie troche odpoczna od urwisow... Wracajac do nich to kochanie tu jest szmata i wiadro z woda i posprzataj to co narozrabial Jussi a potem wykap psa. Ja ide na ZAKUPY musze cos naszemu kochanemu piesiowi kupic. Ucalowala go mocno w usta i wysza na zakupy.
Hannu ze szmata w rekach , kleczac zmywal podloge, patrzyl na psiaka jak wariuje po mieszkaniu . Pomysla Aniu jak Ja Ciebie kocham, ciesze sie ze jestes szczesliwa ))) |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Vena Roztańczony ogórek


Dołączył: 02 Wrz 2002 Posty: 171 Skąd: 100lica
|
Wysłany: 5.11.2002, 17:42 Temat postu: |
|
|
Vena uradowana odłożyła słuchawkę.
- Przyjęli mnie, przyjęli, przyjęli!!! - rzuciła sie uradowana na szyję mężowi, który dopiero co wszedł do domu po wyczerpującym treningu. Był tak samo szczęśliwy jak ona.
- No, to mam przed sobą przyszłą panią architekt... - uśmiechnął się.
- Co? Pani architekt to już przeszłość, przecież ja się przepisałam na literaturoznawstwo!
- Że łot?
- Przecież ci mówiłam wczoraj przed zaśnięciem! Ach, no tak, byłeś zbyt zajęty... :ysz:
- Czym zajęty ? No pytam sie? Czym zajęty? - nastroszył się Matti, który wprost nienawidził, gdy żona robiła mu wyrzuty za spełnienie małżeńskiego obowiązku.
- Ty już dobrze wiesz, czym! - zaśmiała się Vena i postukała Mattiego w czoło.
W tym momencie zadzwonił telefon. Odebrał Matti.
- Słucham? Tak. Już daję. Do ciebie - podał słuchawkę żonie, po czym podszedł do lodówki, wyjął >>Reniferowe Mocne<< i udał się do salonu.
Po pięciu minutach dołączyła do niego żona.
- Ania dostała od Jussilainenów pieska, wiesz? Jadę go zobaczyć, po drodze skoczę do miasta.
- Eh...no skoro musisz.....:ysz:
- Och, no szybko wrócę i cały wieczór spędzimy tylko we dwoje obiecuję! - słodkim głosem powiedziała Vena, pocałowała Mattiego na pożegnanie i wybiegła z domu. Po chwili dało się słyszeć odjeżdżające auto.
Matti westchnął i przełączył kanał w tv. Właśnie rozpoczynała się powtórka "Rozmowy w Tłoku" z poprzedniego dnia.
---------------------------
Matti już prawie przysypiał, gdy w drzwiach zaszczękał klucz i do holu weszła jego małżonka.
- Tylko pół godzinki, tak? - zaczął z wyrzutem.
- Misiu, gdybyś wiedział....- Vena wyglądała na bardzo zmęczoną. Z bolesną miną usiadła na fotelu.
- No co tym razem? Kochanie, ja cie w zadnym wypadku nie chce kontrolować, ale zaczynam sie o ciebie niepokoić...
- Matti! - Vena podskoczyła do niego - Ciesz się ze mną!!! Przyjęli mnie na Akademię Muzyczną!!!
- ??? _________________
 |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
901
|