 |
Skokinarciarskie.pl Skokinarciarskie.pl
|
| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Andre Tygrys na forum

Dołączył: 02 Gru 2005 Posty: 951 Skąd: z Gdańska
|
Wysłany: 7.12.2009, 20:16 Temat postu: |
|
|
| Kiedyś forum tętniło życiem, było miejsce ciekawej wymiany poglądów i świetnym źródłem informacji. Dziś to forum-widmo..., a szkoda bo uważam, że niegdyś było ono najlepszym w polskim internecie na ten temat. Nie widzę wielkich szans na reaktywację trupa... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Google
|
Wysłany: Temat postu: Reklama Google |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Leszek Bzyk się rozbzykał


Dołączył: 03 Lut 2006 Posty: 104 Skąd: Polska zachodnia przy A2
|
Wysłany: 7.12.2009, 23:27 Temat postu: |
|
|
Niestety Koledzy macie rację. Smutne. Forum wygląda na wypalone, pewnie część ludzi hmm, wpadła w tryby dorosłego życia, a części to wszystko juz nie interesuje. Skoki jako takie mnie zbytnio nie interesują, raczej w kierunku kombinacji norweskiej juz dawno skierowałem zainteresowanie. Ale tu tez nie ma wielkiego ruchu, u nas nic, a jedyne w miarę na bieżąco źródło (prócz stronki FIS) to NK-online.de. Pozdrawiam. _________________ Żądam kombi w TVP! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Emu Administrator


Dołączył: 29 Sie 2002 Posty: 9594 Skąd: z Bezgranicza
|
Wysłany: 18.12.2009, 20:25 Temat postu: |
|
|
Forum ledwo zipie, niestetyż... chyba muszę rzeczywiście założyć blog o skoczniach i tam się realizować skocznioznawczo. Ale póki co napiszę. Otóż mam nowe ciekawostki na temat skoczni warszawskiej.
Skoro już ostatniej wiosny pojawiły się alarmujące wieści, że skocznia ma być rozebrana, to - choć ostatecznie tak się nie stało - uznałam, iż można zasadnie przyjmować, że to jedna z ostatnich okazji do zrobienia Jej Skoczniowatości Skarpie zdjęć zimowych. (Owszem mam już jej zdjęcia zimowe - z mojego drugiego ogólnie*, a pierwszego skoczniołazowskiego pobytu na terenie skoczni - ale tamte zdjęcia mało ciekawe, robione jeszcze aparatem typu Idiotenkamera vel małpka, poza tym teraz jestem bardziej doświadczoną fotografką skoczniową i znam dobre miejsce do robienia zdjęć J.S.S. )
Dojechałam i najpierw tradycyjnie udałam się do tego z siedemnastopiętrowych bloków niedaleko skoczni, który stoi na wprost alejki ku skoczni - właściwie nie sprawdzałam, jak to wygląda z pozostałych, ale ich położenie sugeruje, że inne bloki mogą bardziej zasłaniać (oczywiście z takiego bloku dziesięciopiętrowe bloki widać gdzieś w dole , ale widok może być mniej atrakcyjny, jeżeli byłoby tak blisko skoczni widać dach jakiegoś dziesięciopiętrowca). Wjechałam na górę i tradycyjnie pojawił się problem znalezienia kogoś, kto ma klucz do pomieszczenia na wprost windy, które jest (dla mnie) właśnie tym skoczniowym punktem fotograficznym. W końcu udzielono mi bardzo cennej rady - przy okazji dowiedziałam się też, co to za pomieszczenia - podobno dla tych, którzy nie mają balkonu w mieszkaniu. W praktyce głównie schowki.
Poradzono mi mianowicie, bym udała się do administracji w przybudówce bloku na parterze. Poszłam. Oczywiście pytania, kim jestem - odpowiedziałam uczciwie: "miłośniczką skoczni". Zażądali jakiegoś dokumentu (pewnie oczekiwali czegoś prasowego) - pokazałam dowód osobisty, a także kartę miejską, jako że pokazuje ona moją skoczniomanię, bo jako tło wybrałam sobie (własne) zdjęcie skoczni warszawskiej. Uprosiłam, że to zajmie parę minut i w końcu jeden z panów z administracji zgodził się tam ze mną wybrać. No i przy okazji dowiedziałam się bardzo ciekawej informacji na temat skoczni, właściwie głównego powodu, dla którego teraz to piszę. Informacja dotyczy przyczyn obecnego stanu skoczni. Do tej pory sądzono, że rozbieg zaczął się rozpadać, więc rozebrano tę część, która znajduje się bezpośrednio nad podwórkiem (a nie nad budynkiem podrozbiegowym), żeby nikomu nie spadło na głowę. Wynika z tego, że ojojoj, w jakim złym stanie jest skocznia - owszem, na drzwiach wisi napis "uwaga, odpadający beton", powieszono też iście makabryczny transparent straszący śmiercią lub kalectwem każdego, kto spróbuje tu skoczniołazować... Tym niemniej wchodząć na skocznię miałam wrażenie, że przynajmniej jej "klatka schodowa" jest w całkiem przyzwoitym stanie. Otóż okazuje się, że w rzeczywistości górną połowę rozbiegu rozebrano, by przegonić skoczków-amatorów, którzy najwyraźniej dobierali się do skoczni w okresie krótko po jej zamknięciu - w razie jakiegoś wypadku odpowiedzialność ponosiłby właściciel obiektu.
Ponadto wybrałam się bliżej skoczni, stąd już tylko drobne uwagi. Po pierwsze wiadomo, jak ja się ekscytuję szczególnością danej skoczni, ot np. tym, że skocznia warszawska jest prawdopodobnie najbardziej miejską skocznią na świecie (chyba że liczyć tymczasowe, czyli byłe - wtedy mocną kandydatką jest skocznia na Fillmore Street w San Francisco. Ach, łezka się w oku kręci nad tym hipisowskim miastem...). Otóż ta miejskość naszej skoczni ma też swoje wady - choćby te wszystkie latarnie, samochody parkujące wokół skoczni i inne pier.dułki szalenie utrudniają robienie zdjęć (poniekąd analogiczny problem miałam w maju, kiedy cały Karpacz był zastawiony samochodami - cztery lata wcześniej bez problemu zrobiłam zdjęcie Karpatki od podwórka, w maju nie dało się zrobić takiego ujęcia bez samochodów). Jako doświadczona fotografka skoczniowa (choć nie twierdzę, że posiadam jakąś szczególnie profesjonalną wiedzę na temat fotografii) robię się bardziej krytyczna co do tego, jak powinno być zakomponowane zdjęcie - cóż, na skoczniach leśnych czy podmiejskich dużo łatwiej o zdjęcie bez takich "przeszkadzajek". Teraz chciałam zrobić zdjęcie okolic progu oraz wieży sędziowskiej (i tak sama niedostępność znacznej części terenu skoczni utrudnia robienie zdjęć) i w samym środku sterczy sobie latarnia...
Ponadto wreszcie podjęłam eksperyment z robieniem zdjęć skoczniowych przez siatkę dyfrakcyjną. Siatka dyfrakcyjna to coś, co rozszczepia światło podobnie jak pryzmat, bywa np. w szkolnych pracowniach chemicznych... Mnie wiele lat temu udało się zdobyć tekturowe okularki ze szkłami z siatek dyfrakcyjnych i zwłaszcza wieczorem w mieście widok jest wprost oszałamiający, nagle dookoła powódź tęczowych świateł... (Ale za dnia też ładnie wszystko wygląda - tylko inaczej.) Dodam, że przez takie okularki tęczowo wygląda nie tylko to, co świeci - lekkie widmo wytwarza właściwie wszystko, najlepiej wygląda wszystko, co ma duże kontrasty (np. gałęzie drzewa na tle nieba, ogrodzenie na tle jasnego budynku). W każdym razie przyłożyłam jedno "szkło" okularów do obiektywu - bardzo niewygodnie tak trzymać, i owszem, zwłaszcza przy -12 stopniach nie jest miło musieć z jakiegokolwiek powodu zdjąć grube rękawiczki - i zrobiłam kilka zdjęć. Wybiorę do albumu dwa - na jednym widać dolną połowę rozbiegu, dziurę i wieżę, a w tle słońce i oczywiście jego widmo, na drugim nie ma żadnych mocno świecących elementów, ale kiedy okolice progu i wieża sędziowska są spowite tęczową poświatą, zupełnie mi nie przeszkadza ta stercząca na środku latarnia.  _________________ I speak of love but you do not see
'Cause words are words and they mean nothing more
With half the mind you laugh at me
'Cause I speak of colors you've never seen before
(Misunderstood)
That's how I feel about ski jumping |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Emu Administrator


Dołączył: 29 Sie 2002 Posty: 9594 Skąd: z Bezgranicza
|
Wysłany: 2.1.2010, 22:19 Temat postu: |
|
|
Wróciłam z Liberca, więc pora na drobną relacyjkę skoczniową. Przy okazji napiszę, że wyjazd sam w sobie rewelacyjny nie był. Warunki śniegowe kiepskie (dodatkowo miałyśmy tępe narty, a dziumdzie z serwisu nam źle naostrzyły), wybór tras bardzo nikły. Na Slalomaka mama mnie w ogóle nie puściła, w ogóle dokąd nie schudnę ze 20 kg, będę miała z nią bardzo ciężkie życie; trasy Na Planě po drugiej stronie Ještedu nieczynne, w niektóre dni padał deszcz, więc na krzesełkach nie bardzo się dawało siadać i pozostawała tylko traska przy orczyku.
Jeżeli chodzi o skocznie, zaliczyłam dwie nowe.
1. Zaraz drugiego dnia pojechałyśmy do Oybina, bo mama uznała, że lepiej tam jechać, póki jest mało śniegu i da się wy-jechać i pre-jechać. Dojazd wcale niełatwy. Do Zittau jechało się zupełnie w porządku, ale dalej zaczynają się schody. Przy czym zaznaczam, że owszem umiem czytać mapę, natomiast nie znam się na samochodach i bardziej wnikliwych tajnikach oznaczania dróg, ponadto jestem krótkowidzką, więc z większej odległości nie odczytam żadnej tablicy.
Jak napisałam, nie znam szczegółów oznaczania dróg, więc mogę się mylić - w każdym razie albo czegoś nie zauważyłyśmy, albo tylko od jednej strony jest oznaczona droga do Olbersdorfu, z którego jedzie się do Oybina. Pod Olbersdorfem jest jeziorko i pierwsze drogowskazy prowadziły tylko nad to jeziorko, nie szło jechać dalej. Zapytać o drogę ciężko, bo niedziela i pustawe ulice. Mama już wściekła, zawróciła... i dopiero od tej strony, po stronie drogi z Zittau na m.in. LBC, pojawił się drogowskaz na sam Olbersdorf.
W Olbersdorfie na szczęście są już drogowskazy na "Kurort Oybin". Do Oybina swoją drogą jeździ kolejka wąskotorowa z lokomotywą spalinową, ale nie dojedzie tak blisko skoczni, jak samochód. Oybin leży zdaje się na końcu drogi.
Skocznie w Oybinie były dla mnie niejako zaległe - dwa razy byłam w Łużycach (2004 i 2008), ale dopiero później dowiedziałam się o istnieniu skoczni w Oybinie - wcześniej zaliczone miałam tylko Sohland, Eibau i Spitzkunnersdorf.
Droga (poznana dzięki zapytaniu w knajpie): trzeba dojechać do centrum miasteczka, po czym w lewo koło dworca, dalej koło kościoła i w kierunku Hain, formalnie zdaje się części Oybina. Kiedy się pojedzie w górę, skocznię już po prostu widać - K-40 przebiega jak mostek nad drogą i jest to coś zachwycającego.
Zaliczyłam tylko K-21 - na K-40 wisi surowy zakaz wstępu, dodatkowo skocznia jest dość dobrze zamknięta. Ale przynajmniej obfotografowałam obie, w tym to cudowne otoczenie skoczni.
2. K-90 w LBC również była dla mnie zaległa - przy pierwszym pobycie (2005, kombi) owszem wjechałyśmy (Malinka i ja) wyciągiem dzięki akredytacji, zeszłyśmy wygodnie na K-120, później kawałek na K-50... Natomiast przez K-90 przechodziłyśmy na wysokości progu, na schodach leżało dużo śniegu i nie miałam już siły włazić... Przy drugim pobycie (2008) nie miałam akredytacji i mnie nie wpuszczono. Tym razem dzięki pomocy mamy (mama nie kibicuje mojemu skoczniołazostwu, ale niewątpliwie je toleruje) rozplanowałam atak na skocznię.
Mieszkałyśmy w Hornim Hanychovie, prawie tuż pod Ještedem, więc codziennie musiałyśmy maszerować z nartami na stok. Samochodu mama nie chciała ruszać (jak już któregoś dnia ruszyła, to potem ledwo podjechała z powrotem), aż tak blisko nie było - bez nart na ramieniu mniej więcej 5 minut tam i 10 z powrotem, z nartami dłużej. (A w Harra miałam 50 m do wyciągu, a w Marillevie wchodziło się 5 schodków sprzed narciarni i było się na stoku...) Piszę o tym, bo to dzięki chodzeniu w zwykłych butach pod wyciąg i przebieraniu się w buty narciarskie na miejscu mogłam tak łatwo przypuścić atak na skocznię.
Koło 11 zwyczajnie wjechałyśmy orczykiem. Ustawiłam narty pod nasypem śnieżnym i płotkiem uniemożliwiającym przejechanie w tym miejscu (zbyt blisko wyciągu) z trasy nr 2 na trasę przy orczyku. Zmieniłam buty na zwykłe, wzięłam kijki, minęłam szczyt wyciągu i ruszyłam ścieżką do tunelu przechodzącego pod trasą (Nie pamiętam, jak dokładnie było przed remontem skoczni, ale pamiętam, że Malinka omal nie poniosła "śmierci z rąk orczyka", zapatrzywszy się na Thorta. ) Zeskoki i wybiegi skoczni leżą w niecce, wyjście z tunelu jest prawie na wysokości wieży sędziowskiej. Więc ruszając po schodach byłam już bliżej progu niż dołu skoczni.
Zachowałam się mniej więcej podobnie, jak w 2005 r. - nasze akredytacje bynajmniej nie pozwalały na wjazd na skocznię, ale przekonałam się, że często jest to i tak możliwe, jeżeli tylko skoczniołaz(ica) zachowuje dużą pewność siebie. Tym razem analogicznie. Mama podejrzewała, że chćby kijki mogą mnie zdradzać jako turystkę, a nie skoczniową - ależ skądże, nikt mnie nawet nie pytał, co ja tam robię, choć było widać ludzi. (Poniekąd w wieży był jakiś młody gość, wyglądający raczej na skokana, niż na skoczniowego, w tęczowej bluzie. Gejdar* mi się uruchomił. )
W każdym razie wreszcie zaliczyłam tę skoczeńkę, moją 231. skocznię. Uwagi inne: w LBC bardzo zmienna pogoda, raz słońce, raz śnieg, raz deszcz i gmła**. Kiedy śnieg nie padał, skocznie miały prawie goły, tylko przykryty siatkami, zeskok. W dodatku na K-90 ustawili armatkę, która nie bardzo pracowała. Mam nadzieję, że teraz ją przynajmniej usunęli, bo ten śnieg może wystarczyć, żeby elegancko przysypać skocznię, a jak nie zabiorą armatki, to na środku zostanie zielony placek.
3. Ponadto wybrałam się po raz trzeci na małe skocznie Slavia. Idealny dojazd: tramwajem do przystanku Muzeum-Vystaviště i w górę ul. Ondričkovą.
Poniekąd otoczenie skoczni jest bardzo piękne i stare. Zaraz przy przystanku na rogu budynek z kamiennym napisem "Kaiser-Franz-Joseph-Bad" (dzień wcześniej poniekąd oglądałyśmy w polskiej telewizji "CK dezerterów". Wzdłuż uliczki prowadzącej ku górze skoczni stare, na oko jeszcze dziewiętnastowieczne (oczywiście remontowane, niektóre zapewne niedawno), domy; taka sobie urocza, romantyczno-wiktoriańska atmosfera. Skocznia ma obecnie lepiej zamkniętą tylną bramę, za to kawałek dalej w siatce jest spora dziura. Mama poddała się i weszła za mną, więc mam to wymarzone zdjęcie, na którym stoję nad rozbiegiem skoczni jak Anette Sagen na pewnym zdjęciu.
Przypisy:
*gejdar - twierdzi się, że geje mają zdolność rozpoznawania "swoich". Pewnego razu jechałam autobusem do BUW-u na konferencję o życiu rodzinnym osób LGBT, widzę pewnego chłopaka, stwierdziłam, że wygląda na geja i że pewnikiem też jedzie na tę konferencję. Przynajmniej to drugie się potwierdziło. Tak więc, choć jako żywo gejem nie jestem, uznałam, że najwyraźniej mam gejdar.
Słówko pochodzi oczywiście (w oryginale) od słów "gay" + "radar".
**gmła - mojo-mamine określenie mgły, powstałe w bardzo dziwny sposób. Raz jeden koleżanka opowiadała mi, że w dzieciństwie mówiła "gmła" zamiast "mgła", choć to niewątpliwie trudniej wymówić. Niesamowicie mi wpadło w ucho to określenie i od tego czasu przynajmniej przy mamie mówię "gmła".
_________________ I speak of love but you do not see
'Cause words are words and they mean nothing more
With half the mind you laugh at me
'Cause I speak of colors you've never seen before
(Misunderstood)
That's how I feel about ski jumping |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Koleszkowiec Soba Diabełek forum


Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1637 Skąd: Z Nikąd :|
|
Wysłany: 12.1.2010, 16:14 Temat postu: |
|
|
Nie ma chyba szans na powrót tak dobrego forum jakim było kiedyś... _________________
BENNY BENASSI - HYPNOTICA
LEĆ ADAM! LEĆ!! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Andre Tygrys na forum

Dołączył: 02 Gru 2005 Posty: 951 Skąd: z Gdańska
|
Wysłany: 27.1.2010, 21:14 Temat postu: |
|
|
Znalazłem coś ciekawego, zwłaszcza Emu powinno to zaintersować
artykuł
Tchnijmy na nowo życie w to forum!! Pamiętacie co tu się działo trzy-cztery lata temu?? Nie odpuszczajmy tak łatwo...
[Uwaga adminki: wyedytowałam, żeby nie rozciągało okna.] |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Google
|
Wysłany: Temat postu: Reklama Google |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Emu Administrator


Dołączył: 29 Sie 2002 Posty: 9594 Skąd: z Bezgranicza
|
Wysłany: 2.2.2010, 14:54 Temat postu: |
|
|
Wspaniałości!!! Dzięczki za artykuł, potem sobie poczytam - i tak jestem tymczasowo unieruchomiona, bo na biegówkach doznałam lekkiego urazu stawu barkowego. (Ale na zakupy wyjdę, bo bez tego nie da rady.)
Czy ktoś wie, czy makieta skoczni warszawskiej jeszcze istnieje i gdzie może się znajdować? Właściwie zapewne osobą, która może posiadać takie informacje, jest raczej Pan Kierownik, ale z nim strach rozmawiać. Warszawscy skoczniowi miewają dzień dobroci dla skoczniołazów, ale czasami wyłazi z nich takie buractwo, że aż strach - w listopadzie byłam pod skocznią i grzecznie zapytałam, czy mogę przypiąć rower na terenie skoczni - NIE!! NIE WOLNO! JAK JA ŚMIAŁAM ZAPYTAĆ! Odwaliło im od absurdalnego zajęcia pilnowania obiektu, który formalnie rzecz biorąc nie istnieje...
W każdym razie makietka mnie zachwyciła, w ogóle nieco się interesuję architekturą i uwielbiam przeróżne makiety. Mam w "Pamiętnikach Skoczniołazicy" dwa zdjęcia makiet: mało ciekawa z Oberstdorfu (kompleks Schattenbergu) i cudeńko z Sohlandu. Młodzież na zetpetach wykonała z drewienek makietę starej Schanze der Freundschaft i jeszcze (jako że barwy Łużyc to bodajże żółty i niebieski, tylko w trochę innym układzie i odcieniach, niż na fladze Ukrainy...) najwyraźniej kupili zestaw chorągiewek na wykałaczkach (takich do ozdabiania np. ciast) i przymocowali na szczycie flagę ukraińską jako łużycką...
(Kto wie, może Schanze der Freundschaft została zdemontowana i przeniesiona na Ukrainę, tylko ja nic o tym nie wiem? Może krzemieniecki Tramplin Słowackoho* to tak naprawdę Schanze der Freundschaft? )
Chyba spróbuję w sprawie tej makiety napisać do WOSiR-u - wygodnie, bo pisząc drogą elektroniczną mogę załączyć adres zdjęcia tudzież artykułu, żeby zaraz było wiadomo, co za makieta i skąd wiem, że coś takiego istniało...
* Dla niezorientowanych: Julek S. urodził się w Krzemieńcu. Ale nic mi nie wiadomo, by miał cokolwiek wspólnego ze skokami narciarskimi...  _________________ I speak of love but you do not see
'Cause words are words and they mean nothing more
With half the mind you laugh at me
'Cause I speak of colors you've never seen before
(Misunderstood)
That's how I feel about ski jumping |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Emu Administrator


Dołączył: 29 Sie 2002 Posty: 9594 Skąd: z Bezgranicza
|
Wysłany: 15.2.2010, 14:01 Temat postu: |
|
|
Upłynął dłuższy czas od tamtej wypowiedzi, więc odpowiadam sama sobie. Tak więc uwaga skoczniołazice, skocznioznawczynie, skoczniomaniaczki*: jeśli chcecie obejrzeć skocznię warszawską z bliska (o wchodzeniu oczywiście od dawna nie ma mowy), to szybko, bo ona naprawdę już umiera. Wygląda na to, że w tym roku będzie rozebrana. Ogrodzili wieżę płotem (swoją drogą takie zwykłe przenośne siatkowe ogrodzenie - nie do końca ufam jego trwałości), a na nim bodaj cztery żółte tabliczki: dwa razy chyba "Uwaga! Zakaz wstępu", do tego "Uwaga! Nieupoważnionym wstęp wzbroniony" i "Uwaga! Strefa niebezpieczna". Płot stoi ze 2 m od wieży, więc możliwe, że z niej rzeczywiście coś spada (choć nie można wykluczyć, że to tylko sople - taki sopel naprawdę może zrobić krzywdę, nawet zabić, jeśli spada z dużej wysokości). O ile zaliczając tę skocznię w 2005 r. miałam wrażenie, że ona naprawdę nie wygląda aż tak źle, że sama konstrukcja ze stali, betonu + papy (wierzch schodów) trzyma się raczej przyzwoicie, teraz wygląda dużo gorzej.**
Tak w ogóle z okazji Walentynek kupiłam małe serduszko na patyku, przyzdobiłam napisem "Kocham Cię Skoczeńko" i czerwoną wstążeczką i właśnie wczoraj pojechałam na skocznię wręczyć jej to, czyli przywiązać do bramy. Zrobiłam też ładne zdjęcie, na którym widać walentynkę i w tle wieżę skoczni. Inne ciekawe zdjęcie: widok na wieżę sędziowską (ogólnie od dawna rzuca mi się w oczy, że Skarpa ma wyjątkowo wysoko umieszczoną wieżę sędziowską - przecież to jest prawie tuż przy progu. Ale to dzięki temu można ją nadal tak łatwo fotografować...) z zasypanymi śniegiem schodami (nie no, lubię zimę, nawet mocno, ale tego śniegu mogłoby być odrobinę mniej... Oczywiście tam niech sobie leży***, ale na chodnikach potrafi dość znacznie przeszkadzać) i soplami przy ścianie budynku podrozbiegowego. Aż szkoda, że nie da się zrobić jednego zdjęcia z czytelnymi kilkoma tabliczkami na płocie - do tego są za daleko od siebie, a jednak ich duży wybór jest fascynujący. Trochę jak trzy tabliczki przy schodach na Biłą (zresztą wzajemnie trochę sprzeczne - z 1. wynika, że zwykli turyści nie mogą wchodzić, z 2. i 3., że nie wolno tylko łazić po zeskoku i niszczyć igelitu), ale oczywiście te warszawskie (zwłaszcza "Strefa niezbezpieczna" i oczywiście opisana już na tym wątku wielka płachta na wieży) są groźniejsze...
Z pewnym żalem dodam jeszcze, że chyba w pewnej mierze ja osobiście zaszkodziłam "działalności" skoczniołazowskiej na tej skoczni. A to mnie złapano na wchodzeniu ścieżką do progu, a to weszłam za Bodzianowskim i jego ekipą na górę i jako prawdopodobnie ostatnia osoba w historii tej skoczni wspięłam się jeszcze na najwyższą platformę... I już nie ma tak jak kiedyś, że jeśli tylko skoczniowi nie wychodzili na "podwórko", można było się dość swobodnie dostać w okolice progu, wieży sędziowskiej... - teraz wszystko pozamykane na kłódki. Nie wiem, czy z mojej winy, ale nie wykluczam takiej właśnie możliwości.****
* Oczywiście skoczniołazy, skocznioznawcy i skoczniomaniacy płci męskiej też są mile widziani (przynajmniej przeze mnie, bo przez skoczniowych niekoniecznie ). Ale skoro wmawia się nam, że formy typu "posłowie", "uczeni", a nawet "Drogi Kliencie, czy nie chciałbyś (...)" są zupełnie neutralne, ja pozwalam sobie przynajmniej czasami używać form żeńskich jako zupełnie neutralnych, odnoszących się do obu płci.
** Podobnie zeskok - jest dla mnie aż zdumiewające, że w ciągu niespełna 10 lat mógł tak zarosnąć. W 2001 r. łaziłam po zeskoku tej skoczni i oczywiście trochę tam było chwastów (zwiędłych, bo to była zima) i krzaków, ale na pewno nie tak, żeby całkowicie zasłaniało. Drzewa było widać tylko po bokach zeskoku i wybiegu. Teraz krzaczory, a nawet jakieś drzewka rozrosły się tak, że z dołu wydaje się, że na terenie skoczni jest praktycznie las, a z okolic progu - patrz zdjęcia ilustrujące artykuł podpięty przez Andre (oraz opis obecnego stanu skoczni pod koniec samego artykułu) - wydaje się, że teren poniżej jest płaski, choć jest tam przecież ze 20 m różnicy poziomów.
*** Polecam śmieszny artykuł pt. "Gdyby śnieg padał tylko nad trawnikami...".
**** Jakieś trzy lata temu któryś skoczniowy miał dzień dobroci dla skoczniołazic - na moją grzeczną prośbę wpuścił mnie pod wieżę sędziowską (z racji jej położenia bardzo prosta droga - przez wewnętrzną furtkę, po schodach i już jest się przy wieży), żebym zrobiła stamtąd zdjęcie półrozbiegu i wieży startowej. Wtedy kłódki jeszcze nie było, a weszłam legalnie, moje wejścia nielegalne były wcześniej, więc może to jednak nie przeze mnie... _________________ I speak of love but you do not see
'Cause words are words and they mean nothing more
With half the mind you laugh at me
'Cause I speak of colors you've never seen before
(Misunderstood)
That's how I feel about ski jumping |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Andre Tygrys na forum

Dołączył: 02 Gru 2005 Posty: 951 Skąd: z Gdańska
|
Wysłany: 15.2.2010, 20:08 Temat postu: |
|
|
| Ja na szczęście zdążyłem ją zobaczyć. Byłem w zeszłym tygodniu w Warszawie. Obok Muzeum Powstania Warszawskiego był to mój główny cel. Smutne wrażenia odniosłem... Obiekt umiera... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jet Pilot Administrator


Dołączył: 27 Mar 2005 Posty: 744 Skąd: Burkina Faso
|
Wysłany: 17.2.2010, 22:47 Temat postu: |
|
|
Jesienią dwa razy dostałem się na teren skoczni, przez dziurę w płocie, o której niegdyś wspominała Emu. Zastałem istną puszczę, idąc pod górę nie miałem pojęcia, w której części zeskoku się znajduję.
Elementy skoczni, które przetrwały:
- fragment instalacji do nawadniania igelitu
- poprzewracane latarnie
- jedna ławka
- schodki i poręcz po lewej stronie zeskoku
Doszedłem do progu, fotki mam, zaraz przygotuję jakąś galeryjkę.
Fotki: http://strony.aster.pl/hafsol/skarpa/ |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Emu Administrator


Dołączył: 29 Sie 2002 Posty: 9594 Skąd: z Bezgranicza
|
Wysłany: 18.2.2010, 11:06 Temat postu: |
|
|
Nie no, wspaniałe zdjęcia!! Też chciałam tak właśnie sobie wejść, ale boję się wchodzić tam sama. W grudniu miałam pomysł, żeby wejść - niewątpliwie przy dwunastostopniowym mrozie nie ma co się bać, że siedzą tam jacyś menele albo ktoś taki, bo przy takiej pogodzie nie przeżyje się długotrwałego bezruchu*. Jednak nie weszłam, bo już wtedy tego śniegu było jednak sporo (choć potem stopniał ), bardzo niewygodnie wchodziłoby się na zeskok w tych warunkach. I do tego pewne ryzyko poślizgnięcia na schodach na skarpie...
Swoją drogą jak dużo jest jeszcze tych schodów na terenie skoczni?
Sama pisałam do WOSiR-u o możliwość wejścia wiosną na daszek budynku podrozbiegowego i wieżę sędziowską (przymierzałam się zresztą do niej przy swoim pierwszym ataku na tę skocznię, ale było zamknięte), ale sekretariat ma w dupie petentów. Pani skoczniowa, śmiertelnie obrażona i chyba już zupełnie uznająca mnie za wariatkę, kazała mi zwrócić się do Pana Dyrektora w tejże instytucji. Wygląda więc na to, że Pan Dyrektor rzeczywiście istnieje. Może ktoś z Was zna odcinek "Stawki większej niż życie" pt. "Poszukiwany Gruppenführer Wolf" (przyznaję, autentycznie lubię "Klossy") - ogólne założenie jest takie, że czterech oficerów SS dobrze wie, co im grozi wobec końca wojny, więc wymyślają sobie przełożonego, Gruppenführera Wolfa (znamy to, znamy, "ja tylko wykonywałem rozkazy") - ostatecznie Kloss uświadamia sobie, że WOLF to skrót ich nazwisk, po czym musi uciekać, wraca do amerykańskiej bazy już jako polski oficer i żąda wydania "Wolfa"... Więc ja długo miałam podejrzenia, że analogicznie Pan Kierownik wymyślił sobie Pana Dyrektora**, żeby skierować namolnych skoczniołazów do źródła, do którego nie można dotrzeć. Ale nie, wygląda na to, że Pan Dyrektor istnieje i przebywa w WOSiR-ze. Jego nie znam, więc może potraktuje skoczniołazicę grzeczniej, niż przebywający na miejscu skoczniowi, którzy mają mnie już dosyć...
*Także popularny narkotyk, alkohol etylowy, jest w tych warunkach jeszcze bardziej zabójczy.
**Coś już zupełnie mało na temat, ale mi się przypomniało - może kogoś bawią moje dykteryjki... Istnieje pewna piosenka, którą pokolenia dzieci układały na koloniach, zielonych szkołach itp., więc choćby zwrotki o zarządzie kolonii mają różne wersje:
"Nie zaczynaj z kierowniczką, / nie zaczynaj z kierowniczką, bo dostaniesz w łeb doniczką, / bo dostaniesz w łeb doniczką.
Nie zaczynaj z kierownikiem, / nie zaczynaj z kierownikiem, bo dostaniesz w łeb nocnikiem, / bo dostaniesz w łeb nocnikiem.
Nie zaczynaj z dyrektorem, / nie zaczynaj z dyrektorem, bo dostaniesz w łeb motorem, / bo dostaniesz w łeb motorem.
Nie zaczynaj z dyrektorką, / nie zaczynaj z dyrektorką, bo dostaniesz w łeb patołką, / bo dostaniesz w łeb patołką."
Mówiono mi, że patołka to rodzaj łyżki, ale co najmniej równie prawdopodobne wydaje mi się, że dzieci wymyśliły cokolwiek do rymu i tak została ta zagadkowa "patołka"... _________________ I speak of love but you do not see
'Cause words are words and they mean nothing more
With half the mind you laugh at me
'Cause I speak of colors you've never seen before
(Misunderstood)
That's how I feel about ski jumping |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Google
|
Wysłany: Temat postu: Reklama Google |
|
|
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jet Pilot Administrator


Dołączył: 27 Mar 2005 Posty: 744 Skąd: Burkina Faso
|
Wysłany: 19.2.2010, 22:31 Temat postu: |
|
|
| Emu napisał: | | Swoją drogą jak dużo jest jeszcze tych schodów na terenie skoczni? |
Nie wiem, jak jest po prawej stronie, ale z lewej zaczynają się nieduży kawałek przed bulą. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Emu Administrator


Dołączył: 29 Sie 2002 Posty: 9594 Skąd: z Bezgranicza
|
Wysłany: 26.2.2010, 14:16 Temat postu: |
|
|
Właściwie nie wiem, czy mogę to napisać, ale z rozmowy wywnioskowałam, że wiadomości i tak szybko wyciekły niewiadomą drogą, więc i tak nie ujawniam niczego, co rychło nie będzie szeroko znane.
Los skoczni warszawskiej jest już przypieczętowany.
Rozmawiałam wczoraj z tym, kogo nazywałam Panem Dyrektorem, choć właściwie jest on kierownikiem obiektu, więc ten, kogo określa się potocznie jako Pana Kierownika - ten sfrustrowany były skoczek - to raczej jakiś główny skoczniowy... Dodam jeszcze: chyba nie zdziwi was, że to osoba dużo milsza od "Pana Kierownika" tudzież skoczniowej z pokoiku przy wejściu?
Gość jest bodaj kierownikiem Stegien (dla osób spoza Warszawy: toru łyżwiarskiego*), a poza tym wykonuje też niezbyt miłe zadanie odpowiadania za obiekt, który na wpół istnieje.
Wracając do losów skoczni: z odpowiedniego urzędu na poziomie wojewódzkim przyszedł nakaz rozbiórki obiektu.
Na szczęście dla skoczniołazic, skocznioznawczyń i skoczniomaniaczek płci obojga, to nie pójdzie aż tak szybko, ale to tylko odroczenie egzekucji...  Najpierw na sesji Rady Miasta muszą zostać zatwierdzone dodatkowe środki z budżetu na ten cel, bo WOSiR sam na to nie ma pieniędzy. Potem trzeba rozpisać przetarg, więc i tak zajmie to na pewno parę miesięcy. WOSiR chce wystąpić o przedłużenie terminu z pół roku na 9 miesięcy, w każdym razie zapewne w kolejną zimę Warszawa wejdzie już bez skoczni .
Co dalej, nie wiadomo - jest wspomniany na wątku "Najlepsza polska skocznia lub skoczeńka"** pomysł budowy snowparku i ja wcale nie jestem jakoś przeciw, tylko bardzo chciałabym, żeby ta skocznia nie umarła bezpotomnie...   Ale z pomysłami to trzeba gdzie indziej, dokładniej do biura sportu w Urzędzie Miasta. Czy ktoś chciałby się przyłączyć? Jeżeli będę pisać propozycję sama, ona ma niewielką wagę, gdyby było nas więcej, a najlepiej jeszcze z jakimiś skakajkami i skakajcami in spe - to już lepiej...
Wracając do rozmowy z kierownikiem - osobista dobra wiadomość jest taka, że na wiosnę będę mogła się umówić z kierownikiem i zrobić trochę zdjęć Jej Skoczniowatości z miejsc w tym momencie mało dostępnych. Oczywiście na wieżę nie mam zamiaru wchodzić (tym bardziej, że już tam byłam ), ale chciałabym zrobić zdjęcie np. spomiędzy podpór pod rozbiegiem. Ech, było wpaść na pomysł takich ujęć choćby w 2001 r., kiedy po raz pierwszy przypuszczałam atak na tę skocznię (zdaje się, że w ogóle tylko ten jeden raz byłam na dachu budynku podrozbiegowego), ale to był mój pierwszy "występ" jako fotografki skoczniowej, dopiero się uczyłam, czym to się je...
*Swoją drogą jestem sfrustrowana, bo nie mam z kim iść na łyżwy: koleżanka (zresztą niegdyś profesjonalna łyżwiarka) chora, mama ma niewygodne łyżwy, więc tymczasowo ich nie lubi (zamiast kupić nowe), a sama się jednak troszkę boję - uderzenie o lód jest dużo boleśniejsze, niż o chodnik, od czasu skręcenia kostki ogólnie boję się poślizgów... Dodam, że tym niemniej Stegny są wspaniałe - świetnie przygotowane, dobry, gładki lód (niedaleko mnie jest lodowisko, które nadaje się głównie do stępienia sobie łyżew) - i mają jeszcze tę zaletę, że są odkryte. Nie wiem dlaczego, ale nie znoszę jeździć na łyżwach pod dachem.
**Czyżby ktoś naprawdę pomyślał, że między skocznią a skoczeńką jest jakaś formalna różnica? Toż "skoczeńka" to zwyczajne zdrobnienie... _________________ I speak of love but you do not see
'Cause words are words and they mean nothing more
With half the mind you laugh at me
'Cause I speak of colors you've never seen before
(Misunderstood)
That's how I feel about ski jumping |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Andre Tygrys na forum

Dołączył: 02 Gru 2005 Posty: 951 Skąd: z Gdańska
|
Wysłany: 28.2.2010, 23:15 Temat postu: |
|
|
| Dostałem od znajomego kilka fotek nowej skoczni w Holmenkollen. Powiem tyle, duży kontrast między tradycyjnością i legendarnością tego miejsca a porażającą nowoczesnością samej konstrukcji jest mocno zauważalny. Efekt finalny można uznać za naprawdę satysfakcjonujący. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Emu Administrator


Dołączył: 29 Sie 2002 Posty: 9594 Skąd: z Bezgranicza
|
Wysłany: 2.3.2010, 12:01 Temat postu: |
|
|
Nowe zdjęcia Holmenkollen są też na Archiv. Czy ona jest już na tyle skakalna, że teraz będą na niej zawody, czy jeszcze w tym roku nieczynna? W zeszłym roku jak wiadomo nie było, do tego (już o tym wspominałam) FIS uznał najwyraźniej, że (kilkuletnia, he he) tradycja nie pozwala zmienić kolejności zawodów, w rezultacie Vikersund jako zastępnik Śnieżnej był jako ostatni w Turnieju Skandynawskim i wyszła z tego taka głupota, że dwa weekendy z rzędu latali, bo akurat po tym była Planica...
Mogli byli dać Lillehammer jako ostatnie, albo nawet zamienić część fińską i norweską turnieju kolejnością. W ogóle FIS dziwnie podchodzi do lotów - uważam, że start na mamucie od 18 roku życia to akurat nie jest zły pomysł (w ten sposób ma się do czego Dążyć*), to już zakaz treningu na mamutach poza terminem zawodów, dalsze sprzeczne z prawami człowieka tępienie skakajek na mamucie - krótko i lekko mówiąc "nie przekonuje mnie" taka polityka. I jeszcze nie potrafią nawet sensownie rozłożyć zawodów... Moim zdaniem loty powinny być ze 3 razy w sezonie - np. w styczniu, lutym i marcu. Może i przydałby się do tego jeszcze jakiś mamucik? - ha, łatwo mówić, skoro przy braku możliwości treningu na mamucie poza zawodami trudno, by te skocznie były opłacalne...
*Z poprawką na to, że większość skokanów nigdy nie skoczy z mamuta...  _________________ I speak of love but you do not see
'Cause words are words and they mean nothing more
With half the mind you laugh at me
'Cause I speak of colors you've never seen before
(Misunderstood)
That's how I feel about ski jumping |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Andre Tygrys na forum

Dołączył: 02 Gru 2005 Posty: 951 Skąd: z Gdańska
|
Wysłany: 3.3.2010, 00:19 Temat postu: |
|
|
| A co ze skocznią K-90? Gdzie odbędzie się konkurs na normalnej skoczni za rok? Oslo - Midtstuen? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jet Pilot Administrator


Dołączył: 27 Mar 2005 Posty: 744 Skąd: Burkina Faso
|
Wysłany: 3.3.2010, 00:44 Temat postu: |
|
|
| Dokładnie. Stara skocznia na Midtstuen nie istnieje już od paru ładnych lat, dwa lata temu zaczęła się budowa nowej. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Koleszkowiec Soba Diabełek forum


Dołączył: 02 Sty 2007 Posty: 1637 Skąd: Z Nikąd :|
|
Wysłany: 3.3.2010, 10:44 Temat postu: |
|
|
Wiadomo jaka kwota została przeznaczona na k-90? _________________
BENNY BENASSI - HYPNOTICA
LEĆ ADAM! LEĆ!! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Emu Administrator


Dołączył: 29 Sie 2002 Posty: 9594 Skąd: z Bezgranicza
|
Wysłany: 3.3.2010, 12:54 Temat postu: |
|
|
Nie wiem, ale przebudowa obu skoczni miała wg Archiv kosztować 920 mln koron (ok. 115 mln euro).
Serce mi się kraje, że nie zaliczyłam starej Midtstuen. Oczywiście nowa będzie cudna, nawet jeszcze cudniejsza, niż stara, ale ta stara to była taka urocza "patykówka", poza tym przy tak daleko idącej przebudowie zaliczenie skoczni przed przebudową i po można śmiało uznać za zaliczenie dwu odrębnych skoczni ("liczę" tak np. Forstenschanze w Spitzkunnersdorfie, konkretnie K-18/K-20 i K-30/K-40 - obie z nowymi wieżami; najmniejsza nie została przebudowana). Moja mama ma koleżankę, która nie jest skoczniołazicą, ale w okolicach 2002 r. była w Skandynawii i zwiedziła parę skoczni. Przed naszym wyjazdem tamże przysłała nam zdjęcia i dała jakiś przewodnik (oczywiście zwykły, przewodników skoczniołazowskich póki co nie ma*). Części skoczni nawet nie rozpoznałam, dziś wiem, że te dwie to Midtstuen i Kvarnberget. Byłam w Falun i ZAPOMNIAŁAM o Kvarnberget!! Byłam w Oslo i nawet nie pomyślałam o Midtstuen!! I ta druga już przepadła. Byłam wtedy jeszcze tak niedoświadczoną skoczniołazicą... W samym Oslo siedziałam prawie tydzień, a mam tyle niezaliczonych skoczni, które zgodnie z moją dzisiejszą wiedzą były w zasięgu ręki:
- Sztokholm
- Sollentuna
- Kvarnberget (Falun)
- K-90 w Falun**
- Hoegaasen (Trondheim)
- Sverresborg (Trondheim)
- Midtstuen (Oslo)
- Oestre Aker (Oslo)
- wszelaka oślańska*** i okołooślańska drobnica
- Goeteborg
- Hindaas
Nawet pytałam skoczniowego albo po prostu strażnika na Śnieżnej, gdzie tu w okolicy są inne skocznie. Do Midtstuen też nie było daleko, ale przyszło mu do głowy tylko Graakammen (Heming / Holmenkollen Minibakken). I tak wyjechałam z Oslo z mglistą świadomością tego, że podobno jest tam ponad 30 skoczni, ale zaliczywszy tylko dwie...
*Swoją drogą miewam pomysł, żeby napisać taki właśnie przewodnik. Powstrzymują mnie trzy rzeczy:
- Nie wiem AŻ TYLE o dokładnym położeniu wszystkich skoczni.
- Zmienność skoczni (ciągłe przebudowy, rozbiórki, nowe skocznie) - choć chyba nie aż tak duża, myślę, że w ciągu 10 lat ponad 90% europejskiego skoczniostanu pozostaje niezmienione.
- Obawiam się, że zarządcy skoczni mogliby mieć do mnie pretensje - nawet zgoła prawne - o potencjalne napuszczanie na nich skoczniołazów i udostępnianie informacji w rodzaju: w Predazzo teoretycznie nie pozwalają wchodzić na skocznie, w praktyce są one niestrzeżone i łatwo dostępne.
**Grzecznie zapytałam i nie pozwolili mi wejść, bo trwał trening. Dziś uważam, że byłam po prostu durnaja. Było wejść albo po prostu nie pytać... Ale duża skocznia w Falun była dopiero moją ósmą (!!!) skocznią, marzenie o zaliczeniu tysiąca skoczni zaistniało dopiero później.
*** Taki przymiotnik od nazwy "Oslo" stosowała moja nauczycielka norweskiego, ogólnie osoba o dużym upodobaniu do żarcików językowych. Kilka innych jej śmiesznych sformułowań: "niezadowolona samogłoska", "wyjęzyczyć się", "w polskim i innych uczciwych jęzorach...". _________________ I speak of love but you do not see
'Cause words are words and they mean nothing more
With half the mind you laugh at me
'Cause I speak of colors you've never seen before
(Misunderstood)
That's how I feel about ski jumping |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Jet Pilot Administrator


Dołączył: 27 Mar 2005 Posty: 744 Skąd: Burkina Faso
|
Wysłany: 3.3.2010, 19:05 Temat postu: |
|
|
| Emu napisał: | | w Predazzo teoretycznie nie pozwalają wchodzić na skocznie, w praktyce są one niestrzeżone i łatwo dostępne |
To samo w Harrachovie, natknąłem się na znak "Zákaz vstupu", oczywiście skoczni nikt nie pilnował, bez problemu można wejść na wieżę mamuta.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
901
|